World of impurity Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Cukiernia
Autor Wiadomość
Gabriel
Niszczyciel Marzeń


Imię i nazwisko: Gabriel Erbach.
Rasa i grupa: Ludzikowy obywatel.
Wiek: Wizualnie około szesnastu, ale tak to ma osiemnaście.
Orientacja: Homoseksualny w stu procentach.
Typ: Uke.
Miłość: -
Pan|sługa: Rowdy | Raczej na sługusów nie liczy.
Cyrograf: Komórka, zapałki, nici z igłami, słuchawki i chusteczki.
Ekwipunek: Średniej długości rozcięcie na lewej ręce, w okolicach dłoni i nadgarstka.
Obrażenia: Granatowy płaszcz; fioletowa bluzka, która w niektórych miejscach jest lekko przybrudzona; dość opięte, czarne spodnie, na których widać pasek z ćwiekami; na szyi naszyjnik z czaszką; prawy nadgarstek cały zawalony w ciemnych bransoletkach; na nogach glano-podobne buty, meh.
Aktualny ubiór: Bilokacja. Rogue || Isaiah
Multikonta: Je­dyny sposób, żeby uwol­nić się od po­kusy to jej ulec.
Dołączył: 28 Gru 2013
Posty: 112
Wysłany: 2013-12-29, 18:05   Cukiernia

Jedno z ulubionych miejsc dzieci, ale także smakoszy czekolad i słodyczy wszelkiej maści. Cukiernia ta nie jest dużym budynkiem, ale jakże pięknym. Z zewnątrz wygląda jak kawałek tortu, a w środku panuje przemiła atmosfera. Gra muzyka, w której tekście zawsze słychać słowo "candy", kasjerki są ubrane w ładniutkie, różowe stroje i te wszystkie przysmaki... Samych kolorów jest więcej niż na samej tęczy! Tylko nie myślcie, że w owym miejscu można się tylko najeść... o nie. Sprzedawane są tu również bardzo dobre soki, jak i napoje z konserwantami, jednak tylko nieliczni mają na tyle siły aby oprzeć się temu całemu urokowi.
 
 
     
Minoru
[Usunięty]

Wysłany: 2014-01-06, 17:09   

Przechadzał się wolnym krokiem po ulicach miasta, po długim i ciut męczącym spotkaniu. Od czasu do czasu zerkał na witryny sklepów w poszukiwaniu smacznego, ale taniego zarazem miejsca gdzie może zjeść. Ziewnął przeciągliwe sprawdzając godzinę na telefonie. "Czas, czas i czas....za mało go mam" pomyślał sobie chowając telefon z powrotem do kieszeni spodni. W pewnym momencie jego wzrok przykuła dość niezwykła dekoracja jednej z cukierni.-Uroczo~ -odparł na głos i chcąc nie chcąc wszedł do środa lustrując pomieszczenie wzrokiem. Uśmiechając się pod nosem podszedł do gablotki z deserami. Oczywiście zaczął szukać sorbetów....Szukał i szukał aż je znalazł. Nikt nie zabroni mu tej przyjemności, no chyba ,że sekretarka i jej upodobanie do wywalania słodkości. Przyglądał się sorbetom szukając truskawkowego. W końcu podszedł do kasjerki i zakupił deser. Powstrzymał ślinotok widząc świeże truskawki jako dekorację. Usiadł przy jednym ze stolików znajdującym się przy oknie i grzecznie czekał na swoje zamówienie.-Na na na~ Sorbecik dziś zjem~ -zaczął sobie nucić patrząc na kartę menu leżącą obok. Kiedy w końcu doczekał się deseru, zjadł go do połowy. Cóż nie dane było mu zjeść w spokoju. Czując wibracje w komórce poprosił z bólem o zapakowanie na wynos. Zabrał plastikową łyżeczkę i ruszył dalej....

[z/t]
Ostatnio zmieniony przez Minoru 2014-01-07, 00:06, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Olivier
Cichodajny chłopiec


Imię i nazwisko: Olivier Lacroix, chociaż klientom przedstawia się jako Nathan Lax.
Rasa i grupa: Demon || towary klasy B
Wiek: Ma zaledwie dziewiętnaście lat, co jest małą liczbą jak dla demona.
Orientacja: Biseksualny.
Typ: Zależy, pod kim leży.
Miłość: do królików się liczy?
Pan|sługa: Poszukiwany.~ | ~
Cyrograf: Portfel, telefon... Tyle.
Ekwipunek: Póki co - brak.
Obrażenia: Luźna, zielona koszula, a na to założona czarna bluza. Dalej ma dżinsowe spodnie, a na oku można jeszcze zauważyć czarną przepaskę.
Fabularnie: Ten straszny główny admin.
Multikonta: All in all is all we are.
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 21
Wysłany: 2014-01-23, 10:27   

Budzik zadzwonił o równej jedenastej. Wrócił do domu dosyć późno - bo zaledwie o szóstej... A może to było po szóstej? Już nie pamiętał. Jego zmęczenie było zbyt duże, bo nawet nie zadbał o to, aby pójść pod prysznic bądź się najzwyczajniej rozebrać. Dzisiaj w nocy - całe szczęście - nie miał klientów, którzy chcieliby coś więcej od szybkiego loda. No, tyle dobrze, bo jego portfel znacznie się dzięki temu uwypuklił. Ale wracając - najważniejsze jest to, że aktualnie Olivier miał zaledwie godzinę do pracy.
Leniwie wstał... Nie, wróć. Zwlókł się ledwo żywy z łóżka i padł na podłogę. Zaraz po tym zaczął się po niej czołgać, aby dotrzeć w taki sposób do łazienki. Dopiero po tym wstał, ledwo utrzymując się na nogach i wziął szybki prysznic. Wytarł się w ręcznik, zaraz po tym odwieszając go i wychodząc nago do pokoju. Szybko znalazł w szafie jakieś ubrania, w które się przebrał, a po tym poszedł w stronę kuchni. Zrobił sobie śniadanie jak dla jakiegoś zapaśnika sumo i ze smakiem je skonsumował, zostawiając w tym pomieszczeniu kompletny burdel. Po tym poszedł do przedpokoju, aby się ubrać i już po chwili wyszedł z mieszkania, aby ruszyć w stronę cukierni.

~


Przyszedł do pracy jak zwykle uśmiechnięty wesoło. W ogóle nie zastanawiał się nad tym, co wydarzyło się w nocy. No, może był trochę zmęczony, bo jednak taka zmiana na dwie pracy jest męcząca. Szczególnie ta nocna. No, ale da się to jakoś przeżyć z przerwami, prawda? No właśnie! Wszystko się dało, o ile tylko się chciało.
Z uśmiechem poszedł na zaplecze, witając się z współpracownikami. Trochę go zaskoczył fakt, że szefa nie było, ale jakoś wyjątkowo się tym nie przejął. Przebrał się w kolorową koszulkę z logo cukierni, nałożył na głowę śmieszną czapę i wyszedł na kasę. Cóż, trochę to było zabawne, że dzieci zazwyczaj myliły go z piratem. No, ale czemu się nie powygłupiać? Tak więc teraz robił. Kiedy dorośli przyprowadzili swoje pociechy do tego miejsca, a akurat nie było tłumu, usiadł z nimi przy jednym ze stolików. Zaczął im opowiadać różne wymyślone lub kiedyś usłyszane historie. Skoro się cieszyły to dlaczego tego nie robić? Tak, z pewnością to dla rudzielca było najlepsze - mógł wywołać uśmiech na twarzach innych. Chyba dlatego pracował w takim wesołym miejscu. Raczej to nikomu nie powinno przeszkadzać, a jeśli nawet to niech nie przychodzi do cukierni, skoro jest smutasem.
Kiedy już dzieci musiały iść, iście niezadowolone z tego faktu, Olivier wstał i poszedł wynieść naczynia ze stolika, przy którym siedzieli dorośli. Dziwne. Dlaczego im się śpieszyło aż tak, aby ich nie odnieść? To przecież nawet nie pięć minut roboty! Tak, chłopak w życiu nie zrozumie takiego podejścia. Już po chwili znalazł się ze szmatką przy blacie i zaczął go wycierać. Miał szczerą nadzieję, że nie spotka nikogo ze znajomych. Jak zawsze zresztą. Nie jego wina, że on naprawdę nie przepadał za takimi spotkaniami, prawda? W szczególności z osobnikami po fachu lub - co gorsza - z klientami. No bo... Czego oni w ogóle od niego chcą?! On nawet nie jest wtedy w godzinach pracy! Znaczy, właśnie jest w godzinach pracy, ale nie tej, o której oni bardzo często myślą.
No, wracając. Rudzielec najzwyczajniej w świecie nie przepadał za takimi osobnikami, którzy wykorzystywali okazję, aby do niego zagadać, bo go kojarzą, że obsługiwał jakiegoś gościa - bądź sami byli tym gościem. Tak, to było naprawdę irytujące. Przecież nikt nie musiał wiedzieć, co chłopak robił po nocach, no nie? Niech wszyscy myślą, że śpi! Tylko i wyłącznie - ot co!
Zerknął kątem oka na witrynę i prawie zawału dostał, kiedy zauważył znajomą postać. Pokręcił szybko głową, wmawiając sobie, że to niemożliwe, aby zobaczył kogokolwiek i to najpewniej zwyczajne omamy. No, przynajmniej taką miał nadzieję i jak najbardziej chciał, żeby te były prawdziwe.
_________________
 
     
Lauren
Ulubieniec tłumu


Imię i nazwisko: Lauren Casey Harrison.
Rasa i grupa: Pół-człowiek/ Towar ekskluzywny.
Wiek: 16 lat.
Orientacja: Gej.
Typ: Ume dla zasady.
Ekwipunek: Klucze, telefon, portfel, paczuszka owocowych gum do żucia.
Aktualny ubiór: Puchata czapka stylizowana na taką przypominającą koalę, ciepła niebieska kurtka, pod spodem czarny, długi i luźny swetr, seledynowe rurki, jakieś wygodne buty.
Dołączył: 19 Sty 2014
Posty: 4
Wysłany: 2014-01-25, 19:19   

Wewnętrzne prośby Oliviera nie zostały jednak wysłuchane, bo moment później drzwi do cukierni otworzyły się odrobinę, dając znać o przybyciu kolejnego klienta. Lauren wprawdzie nie bardzo był zainteresowany osobą pracownika tego miejsca, zwyczajnie rozglądając się dookoła z szerokim uśmiechem na ustach. Cóż poradzić, że ciemnowłosy uwielbiał takie miejsca, wesołe, przepełnione kolorami i ciepłem, a przede wszystkim - mogące mu dostarczyć tego małego uzależnienia jakim były wszelakiego rodzaju słodkości. Zdecydowanie! To przecież właśnie wystawa przykuła jego uwagę niemalże od razu i już moment później para niebieskich oczu doszukiwała się ulubionego smakołyku chłopaka.
Chyba nie mógłby pracować w takim miejscu, będąc szczerym. Przecież on nie wytrzymałby tylko patrząc na to całe jedzenie! A zbyt duża ilość cukru i kalorii nigdy nie wróżyła komuś, dla kogo ciało było podstawowym źródłem zarobku i dumą, niczego dobrego. Wiedział o tym doskonale, ale dzisiaj to chyba mógł sobie absolutnie na taki luksus pozwolić! Szczególnie, że nie robił podobnych rzeczy zbyt często, a w tym momencie był naprawdę wyprany z energii i potrzebował takiego doładowania.
Praktycznie nieprzespana noc dała mu w kość dość znacznie, ale wina leżała tylko po jego stronie. Przecież na tym etapie nikt nie mówił mu, co musi zrobić! Nie mniej, on sam lubił nieco przesadzać - nie jego wina, że odmawianie bywało dosyć trudne, szczególnie, jeśli dodatkowa godzina męczenia się miała przynieść kolejny zysk, a ostatecznie jego też zaspokajano. Tylko później nie dosypiał, jak widać na załączonym obrazku, i paradował z podkrążonymi odrobinkę oczami. To znowu nie taki problem, bo przed początkiem pracy zdąży się jeszcze zdrzemnąć i doprowadzić do porządku, a nawet teraz, taki zaspany, prezentował się w miarę przyzwoicie, a co ważniejsze - uroczo. Niestety, mówiąc o tym dzieciaku należało zawsze pamiętać o wyglądzie, bo ten zwykle był niesamowicie istotny i co to tam jeszcze!
Wracając do rzeczy, kiedy rano - o ile godzina dwunasta pięć to rano - doszedł do wniosku, że może sobie zafundować coś słodkiego, ot tak, w nagrodę za dobrze przepracowaną zmianę. W każdym razie, wystarczyło tylko ta myśl żeby zerwał się z łóżka, wziął szybki prysznic, uczesał włosy, umył zęby i wcisnął się w jakieś bardziej przyzwoite ciuchy niż sięgający niemalże do kolan podkoszulek. Później to już tylko upewnić się, że wziął wszystko i prosto przed siebie, do cukierni w centrum miasta, nucąc pod nosem jakąś wesołą pioseneczkę i szczerząc się do każdego napotkanego przechodnia, jakby conajmniej wygrał spore pieniądze na loterii. Taki już jego styl bycia.
Dopiero po wybraniu kilku owocowych muffinów i poproszeniu o nie pracownika, w końcu spojrzał w kierunku obserwującego go kasjera, tylko po to, by na moment zapomnieć o smakołykach.
- Oh... Nie wiedziałem, że tu pracujesz~! - Dobry sposób na powitanie, no co wy chcecie?! Przecież to takie pozytywne i w ogóle, po cholerę komukolwiek "dzień dobry" i "co u ciebie słychać?", jak można zacząć w ten sposób? Tylko że... to przecież Lauren, jemu do rozsądku w ten sposób nie przemówisz.
 
     
Olivier
Cichodajny chłopiec


Imię i nazwisko: Olivier Lacroix, chociaż klientom przedstawia się jako Nathan Lax.
Rasa i grupa: Demon || towary klasy B
Wiek: Ma zaledwie dziewiętnaście lat, co jest małą liczbą jak dla demona.
Orientacja: Biseksualny.
Typ: Zależy, pod kim leży.
Miłość: do królików się liczy?
Pan|sługa: Poszukiwany.~ | ~
Cyrograf: Portfel, telefon... Tyle.
Ekwipunek: Póki co - brak.
Obrażenia: Luźna, zielona koszula, a na to założona czarna bluza. Dalej ma dżinsowe spodnie, a na oku można jeszcze zauważyć czarną przepaskę.
Fabularnie: Ten straszny główny admin.
Multikonta: All in all is all we are.
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 21
Wysłany: 2014-01-26, 10:13   

W tym momencie Olivier naprawdę zaczął żałować, że w ogóle pojawił się dzisiaj w pracy. Oj tak... To była najgorsza świadomość, że ktoś po fachu może cię bez problemu teraz namierzyć. Ba! Wszystkim rozpowiedzieć, gdzie pracujesz, aby bez większych problemów mogli cię namierzyć. No owszem, między ich zarobkami była pewna drobna różnica. Jak i tym, jakie zajmowali miejsce w tym całym burdelowym świecie, ale jednak trudzili się tym samym zawodem.
Wpatrywał się w chłopaka, spokojnie nabijając mu wszystko, co ten chciał na kasę. Miał szczerą nadzieję - dalej - że ten go nie rozpozna. Że w ogóle nie zauważy, kto go obsłużył!
- Na miejscu czy zapakować? - zapytał absolutnie spokojnie, a zaraz po tym miał ochotę zapaść się pod ziemię. On nie chciał - najzwyczajniej w świecie nie chciał, aby ktokolwiek go rozpoznał. Tym bardziej się z nim witał, jakby nigdy nic. No cóż, dodatkowo ta osoba akurat doskonale może znać powód tych worków pod oczami, które Olivier maskował uśmiechem. Taka praca, że nie można dawać poznać po sobie zmęczenia czy też jakiegoś złego nastroju. Teoretycznie w sumie można - jednakże nie jest miło, kiedy obsługa irytuje klienta. No, tak czy siak - lepiej udawać zadowolonego z całego życia, co w wypadku tego rudzielca nie było trudne.
- Taa, pracuję tutaj. Często przychodzisz do cukierni? - zapytał spokojnie, po chwili podając właściwą cenę. Tak właściwie to... Oj tak, miał dosyć wszystkiego. Chciał wrócić do domu, zakopać się pod kołdrą i zaczekać, aż brunet zapomni o jego istnieniu, aby mógł dalej spokojnie prosperować. Niestety, tak nie można. Ale zawsze jakieś marne nadzieje można mieć, prawda?
Jakże szczęśliwy się poczuł, kiedy za jego plecami wyrósł kolega z pracy.
- O, znajomy? - zapytał, już po chwili wypychając Oliviera z kasy. - Nie mamy tłumu, jak kolega tutaj zostaje to możesz z nim porozmawiać, a ja się wszystkim zajmę - stwierdził, a w tym samym momencie u chłopaka pojawiła się rzadko spotykana myśl, aby go uderzyć, żeby się tylko zamknął. Uspokoił się, wzdychając i wyszedł zza lady, kierując się w stronę stolika. Zaraz przy nim usiadł, zaczynając bawić się pobliskim menu z ciastami i jakimiś napojami. Owszem, była to cukiernia, jednakże w takich bardzo często można zauważyć motywy kawiarenki. Zresztą, to bardzo przyjemne miejsce na spotkania ze znajomymi! Może nie takie przypadkowe, ale umówione to czemu by nie?
Kiedy brunet tylko się dosiadł, nachylił się do niego. - Nikt tutaj nie wie o mojej nocnej pracy, więc z łaski swojej o niej nie wspominaj, a jak już musisz to nie na całą cukiernię - szepnął, po chwili wracając do pierwotnej pozycji i podpierając twarz na dłoniach.
- Nie wolałeś od wychodzenia, iść spać? Widać, że jesteś wymęczony - powiedział, zaczynając kiwać głową na boki. Tak szczerze to nie miał zamiaru wnikać, kogo chłopak obsługiwał w nocy. Raczej nie należał do osób, które mają zwyczajną pracę, więc zgadywał, że miał cały dzień wolny. No chyba, że musiał załatwić jakieś sprawunki na mieście. Wtedy to co innego. Ale chyba nie. Nie wyglądał na zajętą osobę. Takie zazwyczaj nie mają czasu, aby zajrzeć do cukierni na trochę słodkości. Nie, im ciągle jest mało czasu i cały czas szukają coraz to szybszych rozwiązań. Idiotyczne. Przynajmniej zdaniem Nathana.
_________________
 
     
Lauren
Ulubieniec tłumu


Imię i nazwisko: Lauren Casey Harrison.
Rasa i grupa: Pół-człowiek/ Towar ekskluzywny.
Wiek: 16 lat.
Orientacja: Gej.
Typ: Ume dla zasady.
Ekwipunek: Klucze, telefon, portfel, paczuszka owocowych gum do żucia.
Aktualny ubiór: Puchata czapka stylizowana na taką przypominającą koalę, ciepła niebieska kurtka, pod spodem czarny, długi i luźny swetr, seledynowe rurki, jakieś wygodne buty.
Dołączył: 19 Sty 2014
Posty: 4
Wysłany: 2014-01-26, 23:35   

Nie no, to już było zwykłe histeryzowanie! Olivier mógł przestać martwić się o swoją tajemnicę, bo akurat ta w łapkach Laurena była względnie bezpieczna. Póki się ciemnowłosemu za skórę nie zajdzie, a że nie trudno utrzymać z nim względnie przyjacielskie stosunki to żaden taki wielki problem! Tylko trzeba było o tym powiedzieć, bo inaczej mógł rozgadać bardzo szybko, jeśli ktoś zapyta. Chociaż to też mało prawdopodobne. Oczywiście, żeby nie zauważyć, młodszy z nich dwóch musiałby być ślepy - albo być zbyt zaaferowany ciastkami, chociaż za te należało najpierw zapłacić, więc... no, tak czy owak, spojrzenie na kasjera go nie ominęło, a rozpoznanie znajomej twarzy to nie taki wielki problem, szczególnie, jeśli ta druga osoba nosi czarną przepaskę na oko.
- Na miejscu! - odpowiedział niemalże natychmiastowo, nie potrzebując pięciu sekund, żeby się namyślić. W końcu po coś z tego mieszkania wyszedł, nie zamierzał tam wracać i jeść słodkości w czterech ścianach. Cukiernia brzmiała o wiele lepiej, bo i otoczenie lepsze, i atmosfera. Swoją drogą, co jest aż tak złego w tym, że spotykasz znajomego ze swojej pracy, w tej drugiej, w której sobie dorabiasz? Przynajmniej tak odbierał to Harrison, ale on w ogóle był beznadziejnym przypadkiem, bo bycie dziwką uważał za powód do zadowolenia i pewnego rodzaju dumy, że tyle osób go chciało i temu podobne. - Czasem... bo wagi też trzeba pilnować, a od słodyczy często nie umiem się oderwać - wyjaśnił, szybko wyciągając z portfela odpowiednią sumę pieniędzy i podając ją rudzielcowi. Czasu się nie cofnie, niestety, chociaż w sumie, gdyby Lacroix miał takie umiejętności, pewnie ułatwiłoby mu to w tym momencie życie - schowałby się pod ladą czy coś, wołając zastępstwo, o ile to rzeczywiście potraktowałoby podobne zachowanie za normalne i nieudawane, a to znowu nie takie prawdopodobne.
Sam Lauren, słysząc, że demon może zrobić sobie przerwę, posłał w stronę tego drugiego pracownika szeroki - i całkiem szczery - uśmiech, zgarniając jeszcze zakupione ciastka i maszerując za starszym do stolika. Zajął miejsce naprzeciwko, wlepiając w niego uważne spojrzenie, jakby się nad czymś zastanawiał. Zanim jednak zdążył zapytać o to, co od pewnego czasu chodziło mu po głowie, ubiegł go rudowłosy.
- Nie ma problemu... nikomu nie powiem przecież, ani tutaj, ani... no. - Właściwie to naprawdę zastanawiał się, czemu ludzie mają ze sprzedawaniem swojego ciała taki problem. Żadna praca nie hańbi i tego typu sprawy. To aż takie złe, że zarabiają w ten, a nie inny sposób, zamiast żebrać na ulicy o marne grosze lub dawać się poniżać, bez żadnej pozostałości człowieczeństwa i wolnej woli? Na pewno nie. To też był jeden z powodów, dla których brunet po odkryciu swojej prawdziwej tożsamości natychmiast zapisał się do Akademii. Nie widział sensu próbując na przekór, a przecież takie wyjście z sytuacji to wcale nic głupi pomysł! Zwłaszcza, że zaprowadził go aż tutaj, kiedy praktycznie o nic martwić się nie musiał. Aż tak bardzo.
- Bez przesady znowu... trochę tam przespałem, a przed pracą zdążę się jeszcze zdrzemnąć, więc i tak na jedno wychodzi. Poza tym, akurat dla ciasta warto - wyjaśnił. Swoją drogę, to całkiem zabawne, że Lau nie widział nic złego w zarywaniu nocki, żeby przedłużyć czas z klientem, ale w ciągu dnia do żadnej pracy, jak cywilizowany człowiek, już by nie poszedł. Może miał zbyt dużo funduszy, może rzeczywiście klienci czasem dawali za bardzo w kość, żeby kolejnego dnia jeszcze się męczyć czymś dodatkowym. W każdym razie, Nathan miał rację, twierdząc, że młodszemu na wszystko czasu wystarcza. - Swoją drogą, ty też miałeś ciężką noc, prawda? - Oczywiście, miał tu na myśli te podkrążone oczy, których raczej ciężko było nie zauważyć... albo to brunet był wyczulony, nie ważne. - Chcesz trochę? - zapytał, wskazując na muffiny, ostatecznie dochodząc do wniosku, że przecież może się podzielić! Dlaczego nie? Byli w cukierni, jak mu zabraknie, zawsze mógł dokupić więcej. Poza tym, to tak dziwnie, kiedy ty jesz, a twoje towarzystwo już nie, więc tym bardziej!
 
     
Olivier
Cichodajny chłopiec


Imię i nazwisko: Olivier Lacroix, chociaż klientom przedstawia się jako Nathan Lax.
Rasa i grupa: Demon || towary klasy B
Wiek: Ma zaledwie dziewiętnaście lat, co jest małą liczbą jak dla demona.
Orientacja: Biseksualny.
Typ: Zależy, pod kim leży.
Miłość: do królików się liczy?
Pan|sługa: Poszukiwany.~ | ~
Cyrograf: Portfel, telefon... Tyle.
Ekwipunek: Póki co - brak.
Obrażenia: Luźna, zielona koszula, a na to założona czarna bluza. Dalej ma dżinsowe spodnie, a na oku można jeszcze zauważyć czarną przepaskę.
Fabularnie: Ten straszny główny admin.
Multikonta: All in all is all we are.
Dołączył: 11 Sty 2014
Posty: 21
Wysłany: 2014-01-27, 20:57   

Pokiwał lekko głową, na jego słowa, dając mu znak, że rozumie. Chyba się cieszył, że jego metabolizm był naprawdę niesamowity! No w końcu żarł wszystko przez cały czas, a jakoś nie odbijało się to na jego wadze. Ewentualnie czasem trochę przytyje, ale taki stan rzeczy nie utrzymuje się przez długi czas. Jakby nie było - jego tryb nocny jest naprawdę bardzo aktywny. Kalorię spala bez większego wysiłku, a i o linię się nie przejmuje. Nic dziwnego, że korzysta z tego faktu jak najbardziej. Byłoby nudno, gdyby musiał ze wszystkim się pilnować. Chociaż nie, fakt, że nieco musi uważać. Tak minimalnie. Zarabia ciałem i dbać o nie wypada - temu zaprzeczyć się nie da.
Odetchnął z ulgą, jakoś tak wygodniej układając się na krześle. Naprawdę dziękował w duchu... Komukolwiek za to, że nie przynajmniej ten osobnik przed nim nie gustował w plotkowaniu.
To nie tak, że ta praca go hańbiła. Czy się wstydził. Nie, tutaj chodziło o fakt, że chciał prowadzić normalne życie. Przecież już nie raz zdarzyły mu się jakieś dziwaczne prześladowania klientów! No, zresztą ludzie z pewnością nie patrzyliby się na niego normalnie, gdyby się dowiedzieli o jego pracy. Znaczy, niby się do takich informacji przyzwyczaili, jednakże i tak by uważali się za lepszych. A tego jeszcze brakowało Olivierowi do szczęścia! Nie dość, że Demony uważają się za lepsze, to jeszcze ludzie by zaczęli. Do tego nie można dopuścić. Bo nie i koniec kropka - nie ma dyskusji.
- Ty się zdążysz wyspać, ja się chyba dzisiaj nie ruszę z domu... Może. Zastanowię się czy mi się opłaci - stwierdził, wzruszając ramionami. Naprawdę nie rozumiał, jak to tak można się lenić. Znaczy, niby chłopak był dziwką i wszystko, ale jednak to nie był taki trudny zawód. Przynajmniej zdaniem rudzielca. Przecież ten sam się tym trudził. O ile nie trafi się niezbyt miły klient - jest całkiem przyjemnie. Tym bardziej w wypadku jego rozmówcy, który miał ten przywilej wybierania sobie samemu klientów. No, jednooki nie był wybredny, bo przecież wolał zarabiać jakieś pieniądzę, zamiast je tylko i wyłącznie tracić. W cukierni za wiele nie zarabiał, więc nie było w tym nic dziwnego, że łapał się innych metod na mnożenie pieniędzy.
Machnął ręką, lekko przecierając oczy.
- Taa... Ale przynajmniej dużo zarobiłem - powiedział, przez cały czas pilnując się, aby nie mówić za głośno. Wolał, żeby koledzy z pracy nie dowiedzieli się, gdzie sobie dorabiał na boku. Tak jakoś, miał lekkie przewrażliwienie na tym punkcie już.
Zerknął na chłopaka, a później na muffiny, kiedy ten mu zaproponował. Uśmiechnął się do niego i kiwnął głową.
- Pewnie - powiedział, sięgając ręką do wypieku. Spokojnie zaczął go jeść, zastanawiając się, jakim cudem tutaj wszystkie te słodycze są tak dobre. Chyba najbardziej mu smakowały z tego miejsca. Nie porównywał teraz takich sklepowych wypieków, ale raczej inne kawiarnie i cukiernie. Te miejsca jakoś tak bledły przy tym. To dobrze czy nie - chłopakowi nie oceniać, ale tak mu się przynajmniej wydawało.
Przełknął kęs muffiny, delektując się jej smakiem. Musi kiedyś poprosić o przepis na nie.
- Znając życie to zjem jeszcze minimum dziesięć takich muffin. Nie licząc innych słodyczy - stwierdził, uśmiechając się wesoło. On naprawdę dużo jadł, chociaż nie było po nim widać. - W sumie to co dzisiaj masz zamiar jeszcze robić? Bo przypuszczam, że nie wrócić do ciepłego łóżeczka i najzwyczajniej w świecie iść spać, chociaż szczerze to na twoim miejscu tak bym właśnie zrobił. Jak można mieć tyle energii, żeby po dniu harówki dalej żyć bez zmęczenia? - powiedział, opierając podbródek o blat stolika i spokojnie jedząc wypiek. Zerkał co jakiś czas zielonym okiem na twarz swojego rozmówcy. No, w sumie to dziwak był z tego rudzielca. Samemu nie uważał za jakieś dziwactwo, że on bez większych problemów - po nocy pełnej wrażeń - idzie do pracy, która jednak wymaga włożenia w nią energii. Ale tak, wychodzenie z łóżka bez większych powodów to już megaultragigadziwactwo świata, którego nawet nie można tolerować! Może i lekka przesada, ale naprawdę Olivier tego nie rozumiał. Zresztą, Lauren miał możliwość lenienia się przez cały dzień w wygodnym łóżku! Dużo zarabiał, więc nie było mowy o tym, aby spał na jakimś materacu z wystającymi sprężynami. A skoro już o tym mowa... Olivier chyba powinien zainwestować w nowy materac. Nie, żeby ten, na którym spał, był zły. Po prostu ostatnio zaczęły go od niego boleć plecy... Taa, będzie trzeba przemyśleć taki zakup.
- Tak swoją drogą to nie mów tutaj na mnie Nathan - powiedział po chwili zastanowienia. Wolał nie, bo... Bo nie. Nie czuł potrzeby, aby ktoś z otaczających go osób poznał ten pseudonim.
Tak, ten osobnik dopiero po kilku sekundach zorientował się, że rozmówca kompletnie nie wie, jakby miał się do niego zwracać. Westchnął cicho, kręcąc głową. - Zmęczenie źle na mnie działa. Jak chcesz to możesz mówić do mnie Olivier - powiedział, lekko się do niego uśmiechając i kończąc jeść muffinę. Hmm... Może przydałoby się kupić kilka? No bo przecież on je bierze hurtowo - za darmo takiej ilości nie dostanie nawet po znajomości.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7