World of impurity Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Grota Zuchwałych
Autor Wiadomość
Sverre
Natrętny Narkoman


Imię i nazwisko: Sverre Ljoekelsoey
Rasa i grupa: Człowiek, PS.
Wiek: 20 lat
Orientacja: Panseksualny.
Typ: 50/50
Pan|sługa: ~ | ~
Ekwipunek: Marker, składany nożyk, strzykawki, agrafki, telefon.
Obrażenia: Obtłuczenia, siniaki, otarcia i przemarznięcie.
Aktualny ubiór: Krótkie, czarne glany; czerwone sznurówki. Ciemne spodnie, skórzana kurtka i dłuższa koszulka. Bielizna.
Fabularnie: Lauviach mnie mizia.
Multikonta: Isaiah.
Motto: A ring of cocaine will protect us.
Dołączył: 22 Sty 2014
Posty: 36
Skąd: Fredrikstad. [NOR]
Wysłany: 2014-02-01, 18:16   

Uniósł podbródek wyżej, jak gdyby dzięki temu lepiej usłyszeć miałby słowa padające z ust przemądrzałego antychrysta. Biel jego włosów skąpana w gęstej czerni oświetlała mu drogę, podświadomość zdawała się przywodzić mu na myśl obrazy, których nigdy wcześniej nie spamiętałby w świetle, czuł pomiędzy mrowiejącymi palcami ile trudu zdawał sobie zadawać, ciągnąc go za dłoń tuż za sobą w koszmarne czeluście oślizgłej, niezbadanej dotąd groty. Pikantne żarciki, pomimo dyskomfortu związanego z podróżą rozbawiły młodzieńca do łez, wprawiając go przy tym w odpowiedni nastrój do dalszych igraszek słownych. Przestał już zwracać uwagę na to, jak niekorzystne warunki panowały wokół, wszystkie uroki osobliwego miejsca powoli odchodziły w niepamięć zaś on próbował zapomnieć o tym, w jak ciemnej i zatęchłej dziurze znaleźli się razem; dwaj wrogowie, którzy najchętniej serca by sobie z piersi powyrywali niżeli mieli ze sobą jakkolwiek współpracować, teraz nie odstępowali się ani o krok.
- Miałbyś mi coś ciekawego do zaoferowania, upadły aniele? - Z naciskiem na ostatnie słowo skierował się ku niemu, nie śmiał pokazywać mu swojej słabości, potrzeby ciepła i chęci napicia się świeżej, czystej wody; chciał być z nim na równi, nie potrzebować niczego co byłoby tak do bólu przyziemne, do samego końca wierzył w to, że mógł wytrzymać wszystko, w końcu już słyszał i czytał o tylu różnych sprawach i wyjazdach na Sybir; tam ludzie umierali z głodu i zimna, gdy już nie nadawali się do ciężkiej pracy, niektórzy wytrzymywali naprawdę długo – z nim miało być podobnie, wolę przeżycia miał wystarczająco silną. Nawet najmniejszy podmuch zimna sprawiał, że ciało wbrew woli młodzika zaczynało nieprzyjemnie drżeć, on na ogół mocno zaciskał usta w cienką kreskę zaś jego komentarze z biegiem chwil zdawały się być krótsze, oszczędzał ledwo co tlące się resztki ciepła własnego ciała, starał się zbytnio nie ryzykować w obawie o to, że jednak przewróci się twarz by zasnąć z wyczerpania; wtedy mógłby wpaść w śpiączkę jednak z tej już nigdy więcej by się nie obudził, mózg i organy wewnętrzne powoli by obumarły; przyjemna wizja śmierci. Zwilżył kącik pogryzionych ust własnym językiem, ożywił się gdy tylko usłyszał wzmiankę o przerwie, ową naprawdę by nie pogardził, szukał tylko pretekstu by przystanąć na chwilę, odetchnąć i pomyśleć nad tym co dalej; ludzie na ogół właśnie w ten sposób planowali swoje dalsze działania, nie szli na łeb na szyję przed siebie jako, że ograniczeni byli pewnymi limitami. Rozejrzał się po okolicy gdy oczy zdążyły przyzwyczaić się do wszechobecnego mroku, nie był jednak w stanie dostrzec tyle co sam diabeł, łypnął ku niemu pytająco dając się ciągać po najróżniejszych szczelinach, droga dłużyła się niemiłosiernie zaś zewsząd dochodziło do uszu coraz dziwniejsze odgłosy. Począwszy od świstów skał, pomiędzy kapnięciami i szumem wody zakończywszy na podejrzanym skrobaniu tutejszych owadów, im dłużej przebywali w odosobnieniu tym dziwniejsze historyjki świadomość podsyłała; a gdyby tak pomiędzy tunelami mieszkali jacyś ludzie? Zjedliby ich żywcem, stawialiby na nich pułapki aż w końcu zrobiliby sobie z kości ich palców breloczki na klucze, ze skóry nowe ponętne majteczki i dwie pary rękawic zaś z włosów różnokolorowe, farbowane sadzą peruki. Przystanął, odetchnął kilkakrotnie na moment wspierając się o pobliską ścianę, już myślał nad tym czy by gdzieś nie usiąść. Wtem został przyciągnięty, zamruczał niemrawo odgrodzony od czorta grubą warstwą materiału w postaci jednego płaszcza i jednej cienkiej kurtki.
- Usiądźmy, na chwilę. - Objął go dłońmi, z początku wahał się przed wykonaniem podobnej czynności, po prostu stał tak blisko wsparły policzkiem o jego ramię, oddychając płycej zdecydował się na zaczepienie palców na miękkim, wymemłanym materiale. W pewnym momencie zsunął się niżej, dotknął podłogi by zorientować się czy ta była wystarczająco sucha, oboje mieli bardzo dużo szczęścia bo do tej części tunelu woda nie dochodziła, nie było tu żadnych kałuż, jedynie suche wydrążone skały. Pociągnął go na dół kilkoma nalegającymi szarpnięciami, wiedział że siadanie nie było zbyt mądrym pomysłem, jednak nogi już odmawiały mu posłuszeństwa, miał wszystkiego dosyć.
- Tak będzie cieplej. - Powoli rozpiął płaszcz Lauviaha, prześlizgując się na wpół ślepo pomiędzy jednym guzikiem a drugim, z własną kurtką zrobił bardzo podobnie bo rozpiął ją i chociaż trzymał na swoich barkach, szybko schował się pomiędzy jednym materiałem a drugim, mając większy dostęp do jego przyjemnie ciepłego ciała opatulił się nie swoim ubraniem. Objął go, spokojnie zmrużył powieki nie pozwalając gorącu wydostać się na zewnątrz. Powoli odpływał, zaraz potrząsnął głową starając się zachować trzeźwość, najchętniej zwinąłby się w niewielki kłębek i po prostu leżał, do czasu aż kto by ich nie odnalazł; nikt jednak nie ruszył im na ratunek, nie mieli nikogo kto w porę zorientowałby się o ich nieobecności. - Dziękuję.
Ostatnio zmieniony przez Sverre 2014-02-01, 18:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Lauviah
Łowca dusz


Imię i nazwisko: Lauviah {Laurent Björk}.
Rasa i grupa: Demon, Postać Specjalna.
Wiek: Niby wizualnie wygląda na 21 lat, ale ma ich trochę więcej.
Orientacja: Panseksualny.
Typ: 50/50
Pan|sługa: Brak | Brak.
Ekwipunek: Dwa noże sprężynowe; kilka monet; kawałek sznura.
Obrażenia: Lekko zadrapane ręce; zasklepiona rana na boku.
Aktualny ubiór: Spodnie; czarna koszulka z długim rękawem; tego samego koloru płaszcz przed kolana; wysokie buty.
Fabularnie: Z Norweskim psem.
Multikonta: Yup, Zmora.
Dołączył: 22 Sty 2014
Posty: 36
Wysłany: 2014-02-03, 22:46   

Faktycznie włożył sporo trudu, by ciągnąć za sobą to ludzkie truchło, które tylko przebierało nogami szurając niemiłosiernie butami o posadzkę przyprawiając go o bóle głowy. Chociaż, jakby z drugiej strony nie patrząc w końcu przestał dramatyzować oraz histeryzować o nadchodzącej dla nich śmierci.
- Skąd pewność, że jestem upadłym aniołem? – parsknął pod nosem, gdyż na czole nie miał wytatuowanego napisu: Upadły anioł – wypędzony z Niebios, więc skąd ten śmiertelnik mógł nawet wysnuwać takie wnioski? Oczywiście, były one uzasadniono poparte, gdyż w końcu sprzeciwił się Stwórcy, a ten chcąc go ukarać za nieposłuszeństwo skazał go na najgorszą karę jaką można było wyobrazić sobie dla anioła. Zesłanie do Otchłani Piekielnych, to hańba. Lauviah bardzo długi czas walczył z nową sytuacją, w jakiej przyszło mu egzystować na całą wieczność, aż w końcu nie postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Niczym jaszczurka wyszedł na ziemię, nieco przerażony otaczającym go światem. Inaczej zapamiętał obraz Ziemi, kiedy był tam po raz ostatni, nie spodziewał się, że ewoluowała do takiego stopnia, że na nowo musiał przystosować się do panującej tam rzeczywistości.
Pogrążony we własnych myślach przystanął na chwilę, by dać mu chwilę wytchnienia, by złapał oddech oraz resztki sił. Nie będzie przecież ciągnął na wpół nieżywe zwłoki, które prawie wyzionęły ducha z tego chłodu. Dał się pociągnąć na zimną posadzkę, trochę zaskoczony jego śmiałością. W pierwszej chwili chciał coś powiedzieć, zaprotestować, lecz szybko zreflektował się, że to on sam wyszedł z inicjatywą przerwy jak również ogrzania. Całe szczęście, że nie słyszał wcześniejszych myśli Sverra na temat ludzi chcących pożreć ich, a także zrobić z ich kości ekskluzywne breloczki – wtedy najpewniej chłopak zapoznałby się bliżej z jego ręką i okazja darmowego ogrzewania, poszłaby się chrzanić.
- Nie dziękuj mi – syknął na niego z wyrzutem, nad którym trudno było mu zapanować zważając na to, że nikt nigdy za nic nie był mu wdzięczny. Przecież najczęściej w większości przypadków był zarazą, tym który niesie śmierć, co sieje chaos i zniszczenie. Pozostawia po sobą pustkę oraz rozpacz, nie porównywano go do tych wspaniałych Aniołów stojących przy boku Pana.
Te myśli do niego wróciły z dużą siłą, kiedy tylko bezmyślny człowiek nazwał go upadłym. Nawet nie zareagował wówczas na jego przytulenie czy odpięcie płaszcza, przymykając na chwilę oczy, oddając się własnym zakurzonym, skrzętnie schowanym i niepielęgnowanym wspomnieniom. Ile to już minęło, kiedy ostatni raz posiadał swoją pierwotną formę? Dobre kilka tysięcy lat temu, kiedy ugrzązł w Piekle chowając swoje pełne dumy skrzydła.
Szum wody był coraz bardziej słyszalny, nawet dla ludzkiego ucha. Norweg bez problemu mógł z tej odległości zlokalizować płynące zapewne niedaleko nich źródło wody. Laurent skupił się na tym zjawisku dużo bardziej dokładnie niż chwilę temu.
- Słyszysz? Woda. Jest niedaleko. Musimy tam iść. Słyszysz? – mruknął pod nosem, zerkając na twarz chłopaka. Wydawał się być senny, przemarznięty i głodny. Jęknął głucho, przewracając oczami, by kolejny raz pożałować własnej decyzji. Poczeka. Poczeka aż ten wrzód na tyłku trochę dojdzie do siebie, przecież nie będzie na daremno szedł, a następnie wracał po zamarznięte zwłoki.
- Jesteś cholernie problematyczny - skomentował krótko, nie wiedząc nawet czy ten go słucha. Przecież mógł już zdążyć zasnąć, chociaż miał nadzieję, że to zrobił. Może, jak zdrzemnie się chwilę to przestanie być tak upierdliwym. Narzucił mu na plecy mocniej płaszcz, rozglądając się suficie dostrzegając wiszące ponad ich głowami nietoperze. Na szczęście w uśpieniu.
_________________
 
     
Sverre
Natrętny Narkoman


Imię i nazwisko: Sverre Ljoekelsoey
Rasa i grupa: Człowiek, PS.
Wiek: 20 lat
Orientacja: Panseksualny.
Typ: 50/50
Pan|sługa: ~ | ~
Ekwipunek: Marker, składany nożyk, strzykawki, agrafki, telefon.
Obrażenia: Obtłuczenia, siniaki, otarcia i przemarznięcie.
Aktualny ubiór: Krótkie, czarne glany; czerwone sznurówki. Ciemne spodnie, skórzana kurtka i dłuższa koszulka. Bielizna.
Fabularnie: Lauviach mnie mizia.
Multikonta: Isaiah.
Motto: A ring of cocaine will protect us.
Dołączył: 22 Sty 2014
Posty: 36
Skąd: Fredrikstad. [NOR]
Wysłany: 2014-02-04, 14:12   

Blondyn nadzwyczaj spokojnie leżał przy boku niebezpiecznego, wyrafinowanego diabelstwa, decydując się na śmiałe kroki powoli wsuwając pomiędzy jego nogi wsłuchiwał się w szum niedaleko płynącej wody, świsty skał i sporadyczne skrzeczenie małych istotek zwanych nietoperzami. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że i teraz tutaj nad ich głowami jakieś zasiadały, zresztą po co miałby przejmować się akurat nimi, kiedy przy sobie miał coś tak gorącego; strach go opuścił. Zmrużył zaspane powieki pozwalając sobie na chwilę wytchnienia, chłód bardzo szybko wykańczał jego organizm, jedynym słusznym ratunkiem było ciało Lauviaha, tego którego w gruncie rzeczy tak mocno nie cierpiał, tego przemądrzałego, wyniosłego czorta który na każdym kroku opiewał się niedoścignionym ideałem. Przysnął z wyczerpania, przynajmniej przez moment nikt jego nieprzyjemnego głosu nie musiał już słuchać, schował swoją twarz by ten nie mógł mu się zbyt długo przyglądać, nie przepadał za podobnymi obserwacjami, nie życzył sobie tego, by największy wróg oglądał go w tak rozeźlonym, można by rzec że bezbronnym stanie. W gruncie rzeczy nic nie potrafił poradzić na taki stan rzeczy, już głęboko gdzieś miał kilka tych kwestii moralności, korzystał ile tylko się dało, bardzo długo powtarzając sobie, że robił to tylko z myślą o swojej wygodzie. W trakcie drzemki wyrwało mu się kilka typowo zwierzęcych mruknięć aprobaty, ten stan rzeczy bardzo mu się podobał, już dawno nie miał okazji by tak się o kogoś ogrzać. Po jakimś czasie rozchylił jedno oko, domknął je. Później następne do którego już dołączyło drugie, zamrugał kilkakrotnie gdy zdał sobie sprawę z tego, że to wszystko nie było jednym wielkim pokręconym snem, rzeczywiście tkwił opatulony czyimiś ramionami. Zatopił czubki palców pomiędzy wypustkami jego odstających żeber, odetchnął kilkakrotnie, o wiele głębiej niż dotychczas i policzkiem otarł się o jego ramię nim nie zastygł w bezruchu, rozchylając usta spomiędzy których wypadały słowa.
- Nie mam pewności, czasami się tak mówi. W stosunku do ludzi też używa się takich określeń. Poza tym, spójrz na siebie. Widziałeś na obrazach demona, który miałby tak długie, białe wręcz kłaki? Jesteś pierwszą świadomie poznaną przeze mnie, piekielną gnidą; dla mnie to nowość. - Skomentował bez namysłu jako, że taka była prawda. Człowiek jednak nijak na poważnie nie utożsamiał partnera z prawdziwym aniołem, dla niego był takim jakim sam się przedstawił, resztę dopowiadały plotki, wszystko jednak kręciło się wokół teorii opowiadającej o tym, iż tamten rzeczywiście narodził się na dnie, wyszedł z niego i... właściwie to nikt nie wiedział w jakim celu, być może tylko dla własnej rozrywki, chęci zaspokojenia swoich pragnień, zetknięcia się z dwoma światami i jeszcze tak dla mordów, bo one były fajne, dla istot tak okrutnych w szczególności. Nie liczył na palcach minionych minut, nawet najmniejszy ruch bardzo mu się dłużył, mózg chciał zmusić go do snu; to jednak nie było zbyt dobrym pomysłem, obawiał się zamarznięcia i jeszcze tego, że długowłosek nie wytrzyma, zostawi go tu by zginął śmiercią marną a sam uda się do wyjścia. Znalazł się pomiędzy własnymi potrzebami a nagłą chęcią uwolnienia się od swojego koszmaru, po raz kolejny chciał ujrzeć niebo, przedzierać się przez gruby śnieg i szybko zaszyć w domu, by w swojej samotni naćpać się raz kolejny i nie martwić niczym. Dłonią przetarł zaspane, przymglone oczy nim nie skinął głową, po jego wyrazie twarzy dało się jednoznacznie uznać że tu było mu najlepiej, musiał jednak wstać na równe nogi i przemieścić się dalej, takie zaleganie w tunelu też nie należało do najbezpieczniejszych, przecież ten mógł się zawalić tak szybko jak pozostałe.
- A ty jeszcze bardziej. To niesprawiedliwe, że tylko ja wychodzę tu na wyziębioną ofiarę losu. - Przesunął pazurami, przyciętymi, zupełnie nieszkodliwymi po jego koszulce nim nie spróbował się od niego odkleić, pierwsza próba spełzła na niczym jako że znów szybko znalazł się w jego ramionach, ogrzewając na moment wystawione na chłód ciało.
W końcu postanowił sam z siebie wziąć się w garść, powoli odsuwając się acz dalej siedząc przy jego nogach zapiął własną kurtkę zaraz to trudząc się z rychłym dopięciem demona, jak gdyby to on teraz potrzebował pomocy, chciał okazać mu swoją wdzięczność.
- Szkoda, że w miejscu takim jak to nie ma jakiś gorących źródeł, przydałyby się żeby nie zdechnąć, gdyby okazało się, że jednak zabawimy tu dłużej niżeli ustawa by przewidywała. Prowadź, marudo. - Zarządził odrobinę oschlej, jak gdyby ciepło na nowo sprawiło, że nabierał sił do pyskowania i droczenia się z Björkiem. Wsparł się na nim gdy wstawał, dłoni mu nie podał by ułatwić tą czynność, po prostu przystanął obok czekając aż i ten wygramoli się z podłogi i postanowi ruszyć przed siebie. Złączył ze sobą dłonie, dmuchnął w nie ciepłym oddechem, próbując je dogrzać.
Ostatnio zmieniony przez Sverre 2014-02-04, 14:24, w całości zmieniany 3 razy  
 
     
Lauviah
Łowca dusz


Imię i nazwisko: Lauviah {Laurent Björk}.
Rasa i grupa: Demon, Postać Specjalna.
Wiek: Niby wizualnie wygląda na 21 lat, ale ma ich trochę więcej.
Orientacja: Panseksualny.
Typ: 50/50
Pan|sługa: Brak | Brak.
Ekwipunek: Dwa noże sprężynowe; kilka monet; kawałek sznura.
Obrażenia: Lekko zadrapane ręce; zasklepiona rana na boku.
Aktualny ubiór: Spodnie; czarna koszulka z długim rękawem; tego samego koloru płaszcz przed kolana; wysokie buty.
Fabularnie: Z Norweskim psem.
Multikonta: Yup, Zmora.
Dołączył: 22 Sty 2014
Posty: 36
Wysłany: 2014-02-07, 17:18   

- Z reklamacjami to do Boga – rzucił pod nosem, widząc jak ten nagle przebudza się z niedawnej drzemki. - Chociaż wątpię by wysłuchał twoich problemów, dawno temu uciął sobie wakacje – Puścił go, pozwalając wstać tej ludzkiej powłoce, która ledwo potrafiła utrzymać się na nogach. Jak można było ich kochać? Musieli jeść, potrzebowali ciepła oraz bezpieczeństwa, a w dodatku byli tacy krusi fizycznie, jak zarówno psychicznie. Strach był czymś co motywował ich do działania, tak jakby inne emocje, nie pobudzały zmysłów do podjęcia stanowczych kroków. Pod jednym się oni nie różnili – wszyscy się boją, anioły, demony oraz ludzie. Tak, Lauviah również odczuwał strach, mimo iż żył parę tysięcy lat, to wciąż ten stan nie był mu obcy, chociaż w sytuacji w jakiej się znajdywali, nieszczególnie dopatrywał się – jak Sverre – kanibali, którzy zaatakowaliby ich z zaskoczenia, obdzierając ze skóry i zjadając ich wnętrzności. W tej piekielnej grocie byli sami, zdani tylko na siebie.
- Co może jeszcze frytki do tego? – zamruczał zirytowany takim gadaniem, nie zamierzał tutaj umierać, nie tak oraz nie z tym osobnikiem. Miał jeszcze tyle spraw na głowie, musiał sprowadzić jak najwięcej dusz do Piekła, miał znaleźć dla siebie duszę, która przyciągnie go wzmagając jeszcze większy głód, by w końcu mógł ją pożreć. Nie wiedząc, czemu taki głód odczuwał przy tym śmiertelniku już drugi raz. Na początku sądził, że jest to raczej spowodowane odstępem czasowym pomiędzy ostatnimi posiłkami, teraz również wmawiał sobie takie teorie. Jednak im dłużej szli, tym zapach Norwega stawał się dla niego bardziej wyrazisty oraz zachęcający, lecz coś mu się nie zgadzało w tej swojej „niby teorii” – a dokładnie mówiąc, fakt, że ostatnią duszę pożarł dwa dni temu, nie był to dla niego spory okres czasu, po którym głodniał, zazwyczaj zdarzało się to po tygodniu, czy coś. Karmił się dziwnymi myślami, że to tylko jego umysł płata figle, że ogarniająca ciemność powoduje większy apetyt, nic poza tym.
Nie dał mu ręki przez dłuższy czas, chcąc by ten radził sobie sam. Jednak, kiedy demoniasty objął dowodzenie, wtedy złapał go z końcówki palców, prowadzając wyznaczoną przez siebie trasą. Po kilku metrach skręcili w prawy korytarz, przechodząc kawałek by nagle znaleźć się przy źródle. Słuch Laurenta nie zawiódł, nawet w takich warunkach z czego duma go rozpierała niemała.
- W końcu. Napij się wody, marudziłeś żeś spragniony – powiedział, prowadząc go do strumienia. Szum w tym miejscu był najgłośniejszym dźwiękiem rozchodzącym się w przestrzeni i zagłuszającym nawet ich własne głosy. - Jak będziemy szli ciągle prosto to… uda nam się prawdopodobnie wyjść z tej pieprzonej jaskini. – Sam miał już dość, chciał wyjść i opuścić to łudząco podobne miejsce do Piekła. Nie spieszno było mu wracać do domu, a przesiadywanie w tej stęchłej norze powodowało, że czuł się jakby właśnie tam był.
Dał mu chwilę dla siebie, sam nie potrzebując żadnego odświeżenia powodującego świeżość umysłu, dlatego wstał, odchodząc kawałek w bok, rozglądając się po jaskini. Szukał jakiejś inne drogi wyjścia, może nawet krótszej, jednak nigdzie nie dostrzegł żadnej szczeliny, czy tajnego przejścia, które nagle okazałoby się ich wybawieniem z tej durnej sytuacji.
Jedyne o czym demon marzył to kąpiel, by zmyć z rąk oraz twarzy te całe błoto, a także o czystych ubraniach gdyż te kompletnie nie nadawały się już do użytku – zdarte, poszarpane przez upadek stały się niepotrzebne.
_________________
 
     
Sverre
Natrętny Narkoman


Imię i nazwisko: Sverre Ljoekelsoey
Rasa i grupa: Człowiek, PS.
Wiek: 20 lat
Orientacja: Panseksualny.
Typ: 50/50
Pan|sługa: ~ | ~
Ekwipunek: Marker, składany nożyk, strzykawki, agrafki, telefon.
Obrażenia: Obtłuczenia, siniaki, otarcia i przemarznięcie.
Aktualny ubiór: Krótkie, czarne glany; czerwone sznurówki. Ciemne spodnie, skórzana kurtka i dłuższa koszulka. Bielizna.
Fabularnie: Lauviach mnie mizia.
Multikonta: Isaiah.
Motto: A ring of cocaine will protect us.
Dołączył: 22 Sty 2014
Posty: 36
Skąd: Fredrikstad. [NOR]
Wysłany: 2014-02-08, 21:04   

- Boga nie ma i nigdy nie było, przynajmniej dla mnie. - Przewrócił zaspanymi jeszcze oczyma nim nóg nie rozprostował, kilkakrotnie uderzył podeszwami butów o podłoże stojąc w miejscu, dla rozgrzania zastanego organizmu od razu ruszył w drogę tuż za demoniskiem, jednak jego koordynacja ruchowa nadal pozostawiała wiele do życzenia, diabelskie ciemności uniemożliwiały mu sprawne i dumne kroczenie z uniesioną głową, jak dotychczas. Słaniał się za partnerem próbując odszukać pędzącego na łeb na szyję ciała, gdy tylko nie łączył z nim swoich dłoni trzymał go za fraki, za spód chłodnego nieprzyjemnie nastroszonego płaszcza w którym jeszcze do niedawna sam szukał ukojenia w postaci przyjemnego ciepła. Gdy myślał tak dłużej, bo rozmyślał sporo dochodził do bardzo dziwnych wniosków. Dotychczas sądził, że postacie takie jakimi był Lauviah bywały bardzo zimne, jak trupy dopiero co wyłowione z głębokiej wody.
To stwierdzenie było nadzwyczaj niepoważne, w końcu jak istoty mieszkające w jądrze ziemi na dnie samego piekła mogły wiedzieć jak nieprzyjemny bywał chłód, chłopak przeliczył się co do niegdyś zasłyszanych opowieści, nawet książki głosiły same kłamstwa, lata spędzone na zagłębianiu się w naturze najwyższych poszły na marne. Jednak nie żałował. Pokręcił z niedowierzeniem głową, ziewnął kilkakrotnie nie mogąc się rozbudzić, zupełnie nie świadom tego co mogło siedzieć w głowie białowłoski kroczył tuż obok, jak zwierz podstępnie zwabiony w pięknie przyozdobione sidła nie obawiał się niebezpieczeństwa nadchodzącego z jego strony, dla niego ten wypłosz był najbardziej spokojną i mało agresywną bestią na świecie.
Przejście z biegiem czasu stawało się coraz jaśniejsze, woda odbijała nikłe promienie docierające spomiędzy wysoko osadzonych szczelin, chłopak nareszcie mógł rozejrzeć się po okolicy nie wysilając słabego wzroku. Podszedł do zbiornika wodnego i uklęknął, na początek zanurzył palce w lodowatej wodzie jak gdyby sprawdzając czy ta jest bezpieczna, czy aby coś mieszkającego na dnia jeziorka nie postanowi wypłynąć.
- Z tobą wszystko w porządku? - Dno zdawało się emanować światłem, być może gdzieś na dole znajdywały się kryształy czy podobne cuda niewidy, albo co najlepsze wyjście prowadzące tunelami z powrotem na powierzchnie. Nie zamierzał sprawdzać, nawet takiego czegoś mu nie zaproponował. Od razu zamarzłby, serce by mu stanęło i tyle byłoby z ich wspólnej przygody. Warknął pod nosem, chyba już do reszty zdziczał; a może to przebywanie obok Bjorka sprawiało że budziły się w nim podejrzane instynkty, w końcu miał i chciał traktować go źle, wyżywać się na nim pokazując mu gdzie jest jego miejsce, ale teraz nie mógł, coś powstrzymywało głupie plany, czuł się z tą niemocą źle, paskudnie jak gdyby ten stan trwał i miał trwać latami, nie zgadzał się na taki obrót sprawy, bawiąc się wodą spływającą spomiędzy palców obmył swoją twarz. Brudną, miejscami zakrwawioną od kilku przetarć i rozcięć. Upił wody, ostrożnie pojąc się ową kątem oczu spoglądał za nieszczęsnym towarzyszem, gdy ten począł zajmować się sobą przestał zwracać na niego tak dużą uwagę, przede wszystkim zajmował się sobą a gdy już skończył machnął nań dłonią, z nadzieją podejścia. W końcu obmoczył własne ręce, przestając czekać podszedł bliżej i bez jakiegokolwiek zbędnego słowa ujął jego twarz pomiędzy owe, pocierając opuszkami po policzkach przygryzł własną wargę, dbając o to by i on wyglądał nieco względniej roztarł brudne smugi błota z jego niezadowolonej twarzy.
- Możemy spróbować, mam dosyć tego miejsca. - Przyznał wzdychając głęboko, sam w końcu rozejrzał się po okolicy nim nie wskazał palcem na jedną z głównych ścieżek. Chciał jak najszybciej wyjść, miał dosyć. Stanie na równych nogach zaczynało działać mu na nerwy. Zdążył nabawić się gorączki. Teraz zamiast marznąć był podejrzanie rozpalony to też sprawiało, że ucieczka z pułapki stawała się jakby trudniejsza.
Wytarł jego dłonie o własne, ostatni raz podszedł do jeziorka by jeszcze pozbyć się z siebie resztek brudu, jak na porządnego czyściocha przystało. Idąc tam, zaczepnie pociągnął starszego za kilka przydługich kłaczków, ciekawość doprowadziła go na skraj rozpaczy skoro posuwał się do podobnych zachowań.
- Zeświruję tu. - Sapnął żałośnie jak gdyby była to oczywista oczywistość. W pewnym momencie niespodziewanie położył się na ziemi, zwinął w niewielki kłębek i postanowił odpocząć, komicznie nie licząc się już nawet z tym, że czort mógłby mu gdzieś uciec, schował swój łeb za rękawami kurtki przymykając oczy. - Pozwól mi umrzeć.
Ostatnio zmieniony przez Sverre 2014-02-08, 21:04, w całości zmieniany 1 raz  
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 7