World of impurity Strona Główna


Poprzedni temat «» Następny temat
Stary skatepark
Autor Wiadomość
Loui 
Komendiant
Mały Książe


Imię i nazwisko: Colette Tomiczny
Rasa i grupa: Człowiek / PS
Wiek: 15 lat
Orientacja: Sapioseksualny
Ekwipunek: Ołówek, zestaw róznokolorowej kredy, mały notatnik, niewielki, własnoręcznie uszyty portfel.
Aktualny ubiór: Av
Fabularnie: Oswaja Lisa
Multikonta: Lucius
Motto: Be careful what you wish for cause you just m
Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 128
Wysłany: 2014-01-23, 13:27   Stary skatepark

    Jest to były skatepark, dzieciaki zniszczyły go w znacznym stopniu i państwu nie chciało się marnować pieniędzy na jego rewitalizację, od kiedy zrobiono nowy, bardziej profesjonalny (i płatny przede wszystkim!) przybytek o takich samych właściwościach w centrum.
    I tak teraz stare, zniszczone, pokryte graffiti rampy zostały samotne i smętnie opuszczone na jednej z większych otwartych przestrzeni parku. Natura jednak już postarała się, by bluszczem i trawą pokryć rdzewiejące blachy - teraz to miejsce to raczej memento, ale nie takie znowuż ponure.


~*~*~*~*~*~*~*~~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Śnieg wreszcie spadł - ba tym razem nawet przez wieczór nie zamienił się w bezbarwną papkę, ale pozostał dzielnie na chodnikach, drzewach i zaparkowanych autach. Jak zwykle zaskoczył drogowców i ucieszył dzieciaki - było go w sam raz, dlatego ludzie nie grzęźli nadmiernie w zaspach i odśnieżarki nie były spotykane na ulicach częściej niż taksówki. Było idealnie.
To był dobry dzień na pojedynek!
Ku wielkiemu zdziwieniu jednej z opiekunek sierocińca chłopak ominął śniadanie i od razu wyleciał z budynku jak piorun - oczywiście ubrany jak należy bo od ostatnich dwóch dni przemrażało tak niesamowicie, że czerwień z policzków rzucała mu się też na nos i płatki uszu - wtedy wiadomo już było, że żarty się skończyły i czas poszukać rękawiczek oraz czapki.
Po co miał jeść śniadanie? Wziął zbożowe ciasteczka na drogę i to na pewno wystarczy, nie było czasu do stracenia! Musiał zdążyć ze wszystkimi przygotowaniami, a było już po 9:00. Nie wiedział o której ten tajemniczy jegomość wstaje, ale nie wyglądał na lenia, a to nie wróżyło za dobrze na planowany przebieg akcji.
Jak tylko chłopak dobiegł do parku zrobił sobie chwilkę na odsapnięcie i obchód po znajomych miejscach - jeszcze pusto. Wspaniale!
Zaczął zbierać co większe patyki i układać z nich strzałki - musiał jakoś doprowadzić do siebie rywala, a wierzył, że Sahir zna go ju tak dobrze, ze odgadnie, iż te drewniane wiadomości są akurat specjalnie dla niego. W końcu nie chciał się z nim pojedynkować przy budce z kawą, ani przy tej biednej fontannie - a wybrał już ku temu odpowiednie miejsce, jakie jest bogate w osłony, za którymi będzie można się schować, oraz świeży niezadeptany śnieg.
Tyle przygotowań wystarczyło, ba nawet jedne z kijów wyglądał trochę jak miecz, więc przywłaszczył go sobie i (przyuczony już przez życie) zaczął lepić pośpiesznie piramidkę śnieżek. Okej, okej... trochę oszukiwał z tym dorabianiem artylerii.. .ale przeciwnik był nie jego skalą wagową, więc tłumaczył sobie, że ma prawo do jakiś 'przodów'.
_________________
 
     
Sahir Nailah 
Niszczyciel Światów


Imię i nazwisko: Wymyślone na poczekaniu - Sahir Nailah.
Rasa i grupa: Nie wygląda na człowieka..? Dziwne...
Wiek: No, powiesz, z 25 lat to ma...
Orientacja: Uhuhu, chciałbyś wiedzieć...
Typ: Przekonaj się, kochany...
Miłość: Wojna
Pan|sługa: Po wieki wieków Pan i sługa Śmierci...
Cyrograf: Kto zechce zawrzeć pakt ze Śmiercią..?
Ekwipunek: Klucze do domu, bordowy różaniec na szyi, a miecz..? Miecz się sam pojawia, jak jest potrzebny.
Obrażenia: Poharatane dłonie
Aktualny ubiór: Czarny swetr w szare pasy, prosty, glany 15-dziurkowe
Fabularnie: Mały Książę
Wiek: 22
Dołączył: 07 Sty 2014
Posty: 38
Wysłany: 2014-01-25, 21:02   

Spoglądałeś za okno – ciemność... Może księżyc świecił, może latarnie lśniły na ulicach, ale nie tutaj, w terenie nędzy i rozpaczy gdzie za szybą miałeś jedynie następne okna osadzone w murach bloku naprzeciwko tego, w którym ty się zadomowiłeś. W tej klitce, pośród ścian, które dawno powinny zostać naprawione, ale chyba zagrożenie zawalenia im nie groziło, skoro grosze jakieś marne nadal trzeba było za nie płacić, by był jakikolwiek prąd i jakiekolwiek marne bo marne ogrzewanie. Przynajmniej dało się tu żyć i nie był to karton w którym spędziłeś pierwsze miesiące na tym marnym padole, zapomniany, odrzucony – och, nikomu nie byłeś potrzebny i ty nikogo nie potrzebowałeś, ci złotowłosi chłopcy byli dla Ciebie tymi samymi, nie odróżniającymi się od siebie nawzajem istotkami, każda skazana była wtedy na szał krwi, na który wszedłeś i którym prowadziła cię droga w dół prosto do zatracenia – wtedy mordowanie było na porządku dziennym, rebelie, powstania, wojny – idealnie wpasowywałeś się do tego widoku, rozszalały Anioł Zniszczenia oślepiony blaskiem dnia, którego nie oglądał od milenii.
Oglądnąłeś się na stojący w kącie miecz – jego szkarłatny rubin w rękojeści zamrugał do Ciebie, odbijając blask marnie tlącej się żarówki w lampce przy ścianie, czuł to co Ty, widział to co Ty, rozumiał Cię tak, jak nikt inny zrozumieć Cię nie potrafił, jednak już nie tylko on i krew, jaka została przelana dzięki jego czarnej stali i którą skroplono twe dłonie, zajmowało twój umysł, już nie była to też ciekawska chęć poznania świata, od której nie mogłeś się uwolnić i której chętnie się poddawałeś, nie mając nic innego do zrobienia ze swoim życiem – teraz okazało się, że był tylko jeden chłopiec, wcale nie złotowłosy, Mały Książę, który, to dziwne, wydawał się na Ciebie czekać, mogłeś sobie wyobrazić beztroski uśmiech jego twarzy, niezrozumiały – jak można się tak wiele uśmiechać, mieć w sobie tyle witalnej energii nie płynącej z mocy fizycznej, a wewnętrznego samozaparcia i nie poddawania przeciwnością..?
Podniosłeś się i zrobiłeś pare bezszelestnych kroków w stronę broni, ujmując ją jedną dłonią – potężny kawał stali, dwuręczny, a unoszony przez Ciebie jakby nie ważył więcej jak piórko, jak gdyby był jedynie przedłużeniem ręki, którą właśnie sobie doczepiłeś, zastanawiając lekko nad tym, jaki pojedynek temu małemu człowieczkowi do głowy przyszedł – nawet gdyby prosił o walkę na miecze nie uniósłbyś przeciwko niemu swego Burzyciela Światów, przecież ten malec był zupełnie niegroźny... Mógłbyś równie dobrze stać w miejscu i trzymać go za głowę, żeby cię nie dosięgnął i wygrałbyś z racji jego wcześniejszego zmęczenia, o ile nie zrobiłby czegoś samemu sobie, na przykład przewracając...
Zaciskasz mocniej palce, twe oczy rozżają się jak węgliki, płoną – czujesz tą moc przepływającą przez twe ciało..? Czujesz ją, oczywiście że tak, tak samo jak słyszysz jęki i szepty poległych, przepływają przez twoje ciało, pobudzają do chęci odebrania większej ilości dusz z jeszcze żywych, by oddać je pod kosę samej Śmierci, wyrzuty sumienia? Cóż to takiego? Bliscy, małe dzieci, które bawiąc się czasami kogoś skrzywdzą? Co? Każdy jest równy w oczach Żniwiarza Dusz, nie było gorszych, ni lepszych, bogatych i biednych.
Tylko pewien chłopiec, jawiący się w spojrzeniu tego posłańca Jeźdźca Trupiobladego i Czerwonego konia wszystkimi barwami życia, był wysunięty poza ciemną masę okrytą ponurym cieniem nieistniejących już skrzydeł Upadłego...
Bieleją knykcie twej dłoni, miecz wydaje się pulsować coraz mocniej, zaraz się rozpadnie, próbując połączyć ze swym panem, skruszeje w ramionach potraifących zniszczyć wszechświat... lecz nie, nic takiego się nie dzieje, energia wprawiająca lapkę w niespokojne drganie zanika, broń gaśnie, gaśnie też ogień w oczach szalonego niszczyciela światów – wszystko gra, wszystko jest w doskonałej normie...
Normie dla kogo?
Odwróciłeś się i zobaczyłeś srebrzyste płatki tańczące na leciutkim wietrze za oknem.
Nie, nie wyszedłeś w środku nocy – już zdążyłeś zaobserwować jakim trybem żyją ludzie, kiedy wstają, kiedy śpią, dlatego wyszedłeś dopiero kiedy wyczułeś, że Mały Przyjaciel się obudził – nie potrafiłęś tego logicznie wytłumaczyć, skąd to wiedziałeś, skąd wiedziałeś, gdzie dokładnie jest, skoro nie był twoim celem wyznaczonym ci przez Boga – pozostawało to dla Ciebie wielkimi zagadkami, jednak nie poświęcałeś tego większej ilości czasu do przemyśleń – twoje powolne machiny myślowe trawiły bardziej zastanowienia kręcące się wokół prób całkowitego zrozumienia Loui'ego, szalika, który dostałeś, nie mogąc pojąć jego niezwykłych właściwości, jakie miał, magicznego kubka, który niby był zwyczajnym kartonikiem do niczego nie przydatnym i wcale nie miał super-ekstra mocy... A jednak w tym wszystkim była jakaś zagwozdka, która cię nurtowała i poruszała na swój specyficzny sposób...
Nie śpieszyłeś się – czas dla Ciebie był tym samym co mucha dla ludzi, niczym ważnym, niczym, co by mogło jakkolwiek kierować twoją egzystencją, dlatego też strzałki już dawno pojawiły się na chodniku, stawiając w twojej głowie kolejny znak zapytania – przecież to wcale nie było konieczne, dobrze wiedziałeś, gdzie ten chłopiec jest...
Na dworze było diabelnie zimno – drżałeś co krok, ściągając brwi – uczucie było naprawdę irytujące, jakbyś zaraz miał stracić władzę nad swoimi mięśniami – szalik założyłeś, oczywiście i zgodnie z obietnicą nie zabrałeś ze sobą miecza... a zbroi nawet nie miałeś.
Takim sposobem przemierzyłeś ścieżkę pośród pól zmarłych i zatrzymałeś parę metrów za plecami Małego Księcia.
- Przyszedłem. - Odezwałeś się, podchodząc bliżej, by zobaczyć, co brązowowłosy robi. - Witaj.
_________________
Wziął sobie do serca kilka pustych słów...
I poczuł się bardzo nieszczęśliwy...





Nie potrafił Go zrozumieć. Nie powinien osądzać Go według słów, lecz według czynów. Zauroczył się widokiem i zapachem. Nie powinien od Niego odchodzić. Powinien wyczuć w Nim czułość skrytą pod maską przebiegłości... Kwiaty kryją w sobie tyle sprzeczności! Lecz był za młody, by móc umieć kochać je prawdziwie...


 
     
Loui 
Komendiant
Mały Książe


Imię i nazwisko: Colette Tomiczny
Rasa i grupa: Człowiek / PS
Wiek: 15 lat
Orientacja: Sapioseksualny
Ekwipunek: Ołówek, zestaw róznokolorowej kredy, mały notatnik, niewielki, własnoręcznie uszyty portfel.
Aktualny ubiór: Av
Fabularnie: Oswaja Lisa
Multikonta: Lucius
Motto: Be careful what you wish for cause you just m
Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 128
Wysłany: 2014-01-25, 22:01   

Ten pojedynek miał być bardzo specjalny. Bardzo... zimowy. I bardzo na serio! Zwłaszcza, że Loui był prawdziwym mistrzem w bitwach na śnieżki i jego koordynacja ręka-oko była nieomal bezbłędna, nawet przy ruchomym celu - lata treningów robiły swoje. Dlatego w tym momencie w praktyce ciężko go nazwać 'bezbronnym', choć 'nieszkodliwy' nadal pasuje.
Spółka Colette z.o.o. nie bierze odpowiedzialności za ewentualne odmrożenia i/lub przeziębienia. Wchodzisz do parku na własną odpowiedzialność.
Idziesz za strzałkami na własną odpowiedzialność. Naprawdę były niepotrzebne? A tak się namęczył szukając ich o tej porze roku... Bo szczerze mówiąc nie wierzył nadal, że to wypalone przebarwienie tworzy pomiędzy nimi jakąkolwiek więź - silniejszą i dużo bardziej mistyczną, niż ta, którą nawiązali "normalną drogą". Ale to niedowiarstwo zakrawało trochę o hipokryzje, bo... ta blizna też nie powinna istnieć i chłopak nawet nie chciał szukać wytłumaczenia. Ot, przyjął jako dogmat - pojawiło się i jest. Nie ważne jak.
Teraz np blizna nie była widoczna, zasłonięta przez grubsze, nieco zza duże na chłopaka, rękawiczki z czarnej skóry. Mróz już zelżał i śnieg przyjemnie się lepił układając od razu w wymagany, kulisty kształt bez tracenia czasu na modelowanie - wiadomo, póki robi się zapasy, to nie takie irytujące, ale w środku wojenki lepiej jest rzucać do przeciwnika pociskami, które nie rozprysną się w połowie drogi. A tym razem przeciwnik był tym bardziej wymagający, wiec trzeba będzie być diablo-szybkim.
Jego przeciwnikiem był DOROSŁY.
Nieomal podskoczył, kiedy mężczyzna po raz kolejny odezwał się nieoczekiwanie. Lou obrócił się i na chwile siadł tyłkiem na śniegu, z zapewne niejasnych dla Upadłego przyczyn, układając dłoń na mostku.
~ Doprowadzisz mnie kiedyś do zawału...Przecież ten śnieg skrzypi, kiedy się po nim chodzi, czemu pod tobą nie... nie, nie ważne. Dobra, lepiej nie będę pytał. Rzuciłeś studia i zostałeś Ninja.
Parsknął podnosząc się i otrzepując uda i tyłek ze śniegu. A więc jednak Lis się pojawił. Zresztą, nawet przez chwilę nie pomyślał, że długowłosy daruje sobie taką dziecinną zabawę w ramach pojedynku. Właściwie to Lou lubił go bo... wydawało mu się, że lubi go, bo był jedynym dorosłym, jaki traktował o serio. Słuchał tego, co chłopak do niego mówił, odpowiadał na niektóre pytania, nie beształ go za ciekawość, ale zręcznie wywodził za nos na inne tematy rozmowy, kiedy obecne zaczynały robić się niewygodne.Był jak taki dawno zapomniany łącznik pomiędzy dzieckiem a dorosłym - kimś niesplamionym poczuciem tego, że 'gówniarzeria nie ma nic ciekawego do powiedzenia'.
Dlatego właśnie tak go lubił.
~ Witaj, Lisie. Gotowy na starcie ze mną? Wybrałem już broń, jest wszędzie dookoła nas. Jak ci się podoba?
Podrzucił jedną ze śnieżek w ręce, na szczęście nie jakoś specjalnie wysoko, by nie rozpadłą się z powrotem lądując w dłoni swojego kreatora.
~ To będą nasze pociski. Ale skoro ująłem śnieg za naszą broń, więc dozwolone jest przewracanie i nacieranie nim, oraz tworzenie sobie śnieżnych fortów, ale co do tego, to wątpię, by wystarczyło nam czasu. Zwłąszcza, że bieganie jest zabawniejsze. Przegrywa ten, jaki pierwszy głośno ogłosi swoją upadłość i niezdolność do dalszej walki z jakiegokolwiek powodu: zimna, nadmiaru śniegu za kołnierzem i takich tam.
Kiwnął głową i zaplótł wolną ręką szalik mocniej wokół szyi.
~ Możemy zacząć od ustawienia się po dwóch stronach na krawędziach skateparku i odliczać do 10 jak dawni gentlemani.
Zaznaczył z rozbawieniem - ciekawe czy to był pierwszy pojedynek Abbadona, w którym jego przeciwnik palił się na niego z równym zapałem.
_________________
 
     
Sahir Nailah 
Niszczyciel Światów


Imię i nazwisko: Wymyślone na poczekaniu - Sahir Nailah.
Rasa i grupa: Nie wygląda na człowieka..? Dziwne...
Wiek: No, powiesz, z 25 lat to ma...
Orientacja: Uhuhu, chciałbyś wiedzieć...
Typ: Przekonaj się, kochany...
Miłość: Wojna
Pan|sługa: Po wieki wieków Pan i sługa Śmierci...
Cyrograf: Kto zechce zawrzeć pakt ze Śmiercią..?
Ekwipunek: Klucze do domu, bordowy różaniec na szyi, a miecz..? Miecz się sam pojawia, jak jest potrzebny.
Obrażenia: Poharatane dłonie
Aktualny ubiór: Czarny swetr w szare pasy, prosty, glany 15-dziurkowe
Fabularnie: Mały Książę
Wiek: 22
Dołączył: 07 Sty 2014
Posty: 38
Wysłany: 2014-01-26, 11:37   

- Ninja? - Postarałeś się powtórzyć to dziwne słowo tuż za Loui razem z jego tonem – słowo to brzmiało nader obco i nie wiedziałeś, czy w ogóle udało ci się dobrze je wypowiedzieć, plątało się na końcu języka, kiedy je smakowałeś i próbowałeś przyswoić, ale na wejściu odrzucało – pierwszy raz w ogóle coś takiego słyszałeś, zwłaszcza nie rozumiałeś, dlaczego zostało połączone ze słowem "Studia" – więc to miało coś wspólnego z edukacją? Czy skoro powiedział, że je "rzuciłeś", to właśnie wręcz przeciwnie, było to coś, co nie pozwalało się uczyć? Uczniowie chyba nie lubili się uczyć, z tego co zauważyłeś, więc czemu nikt nie zostawał ninja i nie słyszało się o tym dziwnym czymś? Z tego, co wydedukowałeś, mógł to być jakiś zawód, albo praca, obmyślając konstrukcję zdania, jakie powiedział Loui... Hmm... Dał mu bardzo wiele do myślenia i po nim natychmiast było to widać – skupione spojrzenie, ściągnięte brwi, które ponad czarnymi oczyma tworzyły kilka zmarszczek, wyglądając nader gniewnie, jakby zaraz z tej otchłani wynurzyć miał się piorun i trzasnąć nierozważnych, co podczas burzy wyszli z domu, chociaż powinni w nich bezpiecznie siedzieć i nie narażać się na bezsensowne niebezpieczeństwo.
- Zawał to coś bardzo złego, nie dostawaj zawału. - Dodałeś tuż po pytaniu, bo to też było istotne – no jak to tak, Śmierć nie może ci zabrać tego małego człowieczka, bo był interesujący i dużo mówił, dzięki niemu wielu rzeczy się dowiadywałeś i wiele poznawałeś – właśnie, to był dziwny paradoks, że dzieci szkoły nie lubiły, ty byś ją uwielbiał, tyle ciekawych rzeczy w niej można odkryć... Tylu ciekawostek o świecie się dowiedzieć... Wracając jednak do meritum sprawy – nie uśmiechała ci się walka z samym Jeźdźcem Trupiobladego Konia, by wyciągać z nieistnienia tą duszyczkę, lepiej, żeby pozostał żywy, z im innym byś się bawił? To bardzo, bardzo dziwne i jeszcze nie potrafiłeś tego zrozumieć, jak to się działo, że czułeś, iż gdy jego zabraknie będziesz czuł się źle, bardzo źle – uczucia, które kiedyś istniały, a zostały zapomniane, jak rozgoryczenie, ból, powróciłyby i chociaż nazwać ich nie potrafiłeś, to wiedziałeś, co się pojawi, jeśli ktoś Ci Małego Księcia zabierze. Tak, Świat Abaddona był bardzo hermetyczny i bardzo szybko wchłaniał, gdy już zamykał swe skrzydła – to, w co się pakujesz, może być dla Ciebie naprawdę ciężkie, Lu.
- Chcesz walczyć ze mną tymi dziwnymi kulkami? - Te kulki były ewidentnie zrobione ze śniegu, nie miałeś co do tego wątpliwości – spojrzałeś pod swoje nogi, robiąc krok do tyłu, by się puchowi przyjrzeć i kucnąłeś, by sięgnąć po niego szczupłymi palcami i nabrawszy trochę do garści ścisnąć – był dostatecznie mokry, żeby ładnie się zlepiał. - Niestety ten rodzaj broni nie jest mi znany, jednak nie powinieneś się tym przejmować. - Położyłeś obie dłonie na śniegu, żyjąc na ziemi nauczyłeś się już dotykać ludzi i przedmiotów tak, by nie rozpadały się od razu i nie znikały – początkowo wymagało to wielkiej kontroli, ale teraz działo się zupełnie automatycznie – zgarniałeś tego trochę, by wreszcie uformować jedną kulkę z pasją, o którą nawet dziecko trudno było podejrzewać i zainteresowaniem godnym podziwiania najwspanialszego obrazu w najwspanialszym muzeum, kiedy już skończył i uniósł śnieżkę na poziom wzroku.
- Nie wolno mi ogłaszać upadłości. - Wstałeś, patrząc na niego z powagą – tak, traktował to bardzo poważnie, trzymając w nagiej dłoni kawałek śniegu. - Podziwiam twą odwagę, dlatego przysięgam, że z mojej ręki nie spotka cię krzywda. - Co było dość trudne, bo jednak śnieżki były twardymi pociskami, wystarczyło dobrze ci się taką zamachnąć i przez takie delikatne ciałko przeszłaby na wylot... Aczkolwiek kompletnie nie wiedziałeś, o co w tej walce chodzi, bo nie wyobrażałeś sobie kapitulcji tylko i wyłącznie z powodu zimna...
Obróciłeś się więc i odszedłeś na drugi koniec terenu, zgodnie z umową, zaczynając odliczanie...
Śnieżka pofrunęła w powietrzu, wymierzona w udo chłopaka.
Let's the party begin!
_________________
Wziął sobie do serca kilka pustych słów...
I poczuł się bardzo nieszczęśliwy...





Nie potrafił Go zrozumieć. Nie powinien osądzać Go według słów, lecz według czynów. Zauroczył się widokiem i zapachem. Nie powinien od Niego odchodzić. Powinien wyczuć w Nim czułość skrytą pod maską przebiegłości... Kwiaty kryją w sobie tyle sprzeczności! Lecz był za młody, by móc umieć kochać je prawdziwie...


 
     
Loui 
Komendiant
Mały Książe


Imię i nazwisko: Colette Tomiczny
Rasa i grupa: Człowiek / PS
Wiek: 15 lat
Orientacja: Sapioseksualny
Ekwipunek: Ołówek, zestaw róznokolorowej kredy, mały notatnik, niewielki, własnoręcznie uszyty portfel.
Aktualny ubiór: Av
Fabularnie: Oswaja Lisa
Multikonta: Lucius
Motto: Be careful what you wish for cause you just m
Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 128
Wysłany: 2014-01-26, 14:06   

Ninja? Nie wiedział, kim jest ninja? No to długa, edukacyjna droga przed nimi.
Chłopak lekko przechylił głowę na bok, w odpowiedzi na konsternacje rozmówcy i odczekał chwilę z odpowiedzią, poprawiając przy okazji szalik, by zasłonić kawałek szyi, który nieprzyjemnie gryzł poranny chłodek. Mrozek.
~ Tak, ninja. To taki cichy zabójca... skrytobójca - uśmiercał swoje ofiary w momencie, w którym najmniej się tego spodziewały. Poruszał się cicho, skakał po dachach... Takie tam. Nawet zasłaniał twarz, by nie zostać rozpoznanym. Wśród studentów, którzy nie chcieli się uczyć utarło się powiedzenie, że lepiej jest już rzucić studia i zostać takim skrytobójcą. Właściwie to sam nie wiem skąd się to wzięło... może swoich czasów ninja dużo zarabiali?
Wytłumaczył. Tak serio to faktycznie nigdy się nad pochodzeniem tego powiedzonka nie zastanawiał. Było czystym żartem. Ale z drugiej strony trzeba przywyknąć do tego, że Sahir traktował wszystko poważnie, więc trzeba będzie opracować jakiś system ostrzegania pod tytułem: "Uwaga, zapodaje suchara". Jak np z tym zawałem. Nie odpowiedział na niego nic, tylko uśmiechnął się z pobłażliwością i kilka razy, z ożywieniem, pokiwał głową.
No i za duża czapka zsunęła mu się na oczy. Poprawił ją i kucnął żeby być na równi z mężczyzną. Aż sam na chwilę zastygł w bezruchu ze swoją niestarannie ulepioną śnieżką i przyglądał się jego inicjacji.
~ Nigdy nie rzucałeś się śnieżkami? Nawet, kiedy byłeś mały? Po szkole np?
Niewyobrażalne, zawsze w dzień pierwszego śniegu tuż po zajęciach przed szkołą robiła się prawdziwa bojówka dzieci z trzeciego świata. Nikt nie zostawał pominięty, nie ważne która klasa i jaka płeć: każdy po równo dostawał po papie, a uciekających sowicie nacierano - od taki chrzest. Wierzcie mi, nie chcecie zadzierać z dzieciakami z gimnazjum - oni są popierdzielenie źli.
Ale wracają: mężczyzna zdawał się przykładać bardzo dużo uwagi co do jakości owego "pocisku". Po starannym obrobieniu w końcu nie było nawet widać odcisków palców na równej powierzchni. Śnieg zbił się w twardszą kulkę, będącą nieomal idealnym, symetrycznym kołem.
~ Więc pozwalam ci w chwili przegranej powiedzieć "Stop".
Ale mi łaska. Laska. Łaska.
Podniósł się do pionu i cofnął nieco. I jeszcze nieco. A potem rozpoczęło się odliczanie. I cichy, Louowaty, diaboliczny chichot.
~ To świetnie, bo ja nie zamierzam Cię oszczędzać.
Mruknął pod nosem gdzieś pomiędzy piątką a czwórką w ciągu obliczania.
10!
Chłopak w ostatniej chwili odskoczył i przeturlał się jak prawdziwy ninja za stary, zardzewiały odcinek rampy, gdzie czekał na niego zapas śnieżnych naboi. Schwycił trzy, jakie kolejno przekładał do prawej reki i wyrzucał jak katapulta. Jedna trafiła w drzewo, nieco za bardzo na prawo od przeciwnika, a druga świsnęła o puch na ziemi i podjechała pod jego buty. Trzecia była nadal w celowaniu.
Chłopak dobrze wiedział, że już za sekundę będzie musiał strategicznie zmienić pozycję, wiec wolał wytracić zrobioną amunicję już teraz, nim wróg się do niej nie dobierze.
_________________
 
     
Sahir Nailah 
Niszczyciel Światów


Imię i nazwisko: Wymyślone na poczekaniu - Sahir Nailah.
Rasa i grupa: Nie wygląda na człowieka..? Dziwne...
Wiek: No, powiesz, z 25 lat to ma...
Orientacja: Uhuhu, chciałbyś wiedzieć...
Typ: Przekonaj się, kochany...
Miłość: Wojna
Pan|sługa: Po wieki wieków Pan i sługa Śmierci...
Cyrograf: Kto zechce zawrzeć pakt ze Śmiercią..?
Ekwipunek: Klucze do domu, bordowy różaniec na szyi, a miecz..? Miecz się sam pojawia, jak jest potrzebny.
Obrażenia: Poharatane dłonie
Aktualny ubiór: Czarny swetr w szare pasy, prosty, glany 15-dziurkowe
Fabularnie: Mały Książę
Wiek: 22
Dołączył: 07 Sty 2014
Posty: 38
Wysłany: 2014-01-26, 18:54   

- Więc dlaczego nimi nie zostają? - TO bardzo istotne, bardzo, bardzo istotne... Bo co to znaczy "powiedzonko"? Rzecz wypowiedziana zawsze miałą jakąś siłą, zawsze kryła w sobie moc sprawczą, a jeśli takowej było brak, to po co w ogóle się odzywać? Rzucanie słów na wiatr jest niezdrowe, prowadzi do nieporozumień, przynajmniej w twoim rozumowaniu – skoro byłeś nie z tego świata, wychowany gdzie indziej (dzieciństwo? Cóż to takiego..?) to rzeczywiście wiele rzeczy pozostawało całkowicie niezrozumiałych; gdybyś nauczył się nie brać większości rzeczy do siebie i widział je naokoło, a nie tylko wprost, zapewne również inaczej byś na to spoglądał, lecz nie... Chociaż, kiedy tak na to spoglądam, to choć można to było nazwać śmiertelnie poważnym podejściem do życia, to był on jednocześnie czysty i nieskalany pewnymi schematami ludzkich zachowań, jak na przykład to, że zarówno pięciolatka, jak i 80-letnią osobę traktował zupełnie tak samo, wiedząc, że oboje mają coś ważnego do powiedzenia, nawet jeśli jeden mówi mniej składnie i mniej wyniośle niż osoba starsza. To nie miało znaczenia, oboje sobą coś prezentowali i pokazywali nowe cuda świata, każdy od innej strony. - Czy Ty również nie lubisz się uczyć i wolałbyś zostać ninja? - Kolejna ciekawostka, już nie dotycząca ogólnie całego wszeświata i tego, co się go tyczyło, a tylko tej jednej, malutkiej, drobnej istotki, która pozornie nie mogła niczego zmienić – w końcu była sama jedna pośród milionów podobnej rasy, pośród miliardów gwiazd, nawet jeśli jej myśli sięgały poza codzienność i chwytały się wszystkiego, mogąc wspiąć na najpotężniejszą górę – ta siła przyciągała jak magnes...
- Więc to się nazywa śnieżką... - Przechyliłeś głowę na ramię, przyglądają tej misternie utworzonej kulce – chyba nie miało to znaczenia, jakiego kształtu będzie, skoro patrząc na śnieżki Lu były one raczej na szybko zlepione, pewnie po to, by było ich jak najwięcej – więc miał przewagę broni... Hm... To nic, naprawdę nic – wręcz powiedziałbyś, że biorąc pod uwagę różnicę waszych umiejętności i warunków fizycznych to nawet lepiej, szanse będą bardziej wyrównane.
- Nigdy nie uczęszczałem do szkoły... Tak mi się wydaje... - Podniosłeś się z tą śnieżką, wzrok trzymając zaklęty w podłożu – coś tam się tliło, pośród czerni, w mętnych odłamach nieistniejących wspomnień – jakiś miraż barw, jakiś ruch i dźwięk – to wszystko... Jednak było to tylko zwykłym, zamglonym przebłyskiem kompletnie zaginionym w mrokach świadomości – tak jakby zatonął jakiś cenny skarb tego, co było... a może była to puszka pandory i nie powinieneś jej otwierać..?
Z dość ciężką głową skinąłeś i odwróciłeś się, pochłonięty tą myślą – myślą o tym, o czym zapomniałeś? Co to znaczy chodzić do szkoły i być małym? Bóg przecież stworzył was, Anioły, do wykonywania konkretnych prac jako istoty doskonałe, już gotowe, poza tym śnieg w Niebie..? Był tam..?
Tyle rzeczy ci uciekło...
Jak wyglądało niebo?
Śnieżka z Twojej strony chybiła, zaraz musiałeś zrobić krok w tył, żeby uniknąć dwóch szybko rzuconych od strony drzewa – nie byłeś przekonany co do konieczności wielkiego wysilania się, przecież to dziecko i tak nie mogło uczynić żadnych szkód tym zlepkiem ze śniegu, ale mimo wszystko nie zamierzałeś też tego traktować mało poważnie – wszak pojedynek był pojedynkiem, który kładł się na twoim honorze różnymi barwami w zależności od jego wyniku.
Schyliłeś się i błyskawicznie uciekłeś między drzewa, by zaraz przeskoczyć przez barierkę i znaleźć na twardszym gruncie dziwacznych konstrukcji, które zapewne służyły do skakania na tych śmiesznych deskach, na których ludzie tak lubili jeździć...
Grunt to pozostawać w ciągłym ruchu i jak najbardziej zbliżyć do Loui'ego – do tego właśnie dążyłeś, znikając mu z oczu i zamierzając zabiec od tyłu, licząc się z tym, że zapewne szybko zostaniesz namierzony – dlatego też dałeś nura za murem, przysiadając za nim i nasłuchując – cóż,, nie zamierzałeś wykorzystywać magii, ale instynktu nie pozwalały ci nie wykorzystywać wyostrzonych zmysłów, nie dało się ich stępić, by pojedynek był bardziej sprawiedliwy.
Ruszy się, czy nie ruszy i zmusi Cię do zrobienia ruchu?
_________________
Wziął sobie do serca kilka pustych słów...
I poczuł się bardzo nieszczęśliwy...





Nie potrafił Go zrozumieć. Nie powinien osądzać Go według słów, lecz według czynów. Zauroczył się widokiem i zapachem. Nie powinien od Niego odchodzić. Powinien wyczuć w Nim czułość skrytą pod maską przebiegłości... Kwiaty kryją w sobie tyle sprzeczności! Lecz był za młody, by móc umieć kochać je prawdziwie...


 
     
Loui 
Komendiant
Mały Książe


Imię i nazwisko: Colette Tomiczny
Rasa i grupa: Człowiek / PS
Wiek: 15 lat
Orientacja: Sapioseksualny
Ekwipunek: Ołówek, zestaw róznokolorowej kredy, mały notatnik, niewielki, własnoręcznie uszyty portfel.
Aktualny ubiór: Av
Fabularnie: Oswaja Lisa
Multikonta: Lucius
Motto: Be careful what you wish for cause you just m
Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 128
Wysłany: 2014-01-27, 12:49   

Zdziwiła go nieco szczerość i niewinność tego pytania, chłopak nawet ściągnął lekko krwi i pomyślał chwilę. Tak... właśnie? Czemu ludzie po prostu nie rzucają tego wszystkiego i nie staną się Ninja? Śnieżkowym ninja.
Ścisnął śnieżkę w dłoni i postarał się odnaleźć przeciwnika wzrokiem, ale Sahir nieźle się schował... zdradzały go tylko ślady na śniegu. Właśnie - to był kolejny element wykorzystania otoczenia na samym początku - warstewka nienaruszonego śniegu, jaki Loui starał się tu pozostawić. I sprawdziło się: długowłosy mógł poruszać się cichutko jak na kota przystało, ale ślady po sobie zostawiał. Na szczęście - bo przez to dzisiejsze zaskoczenie Colette przez chwile zwątpił, czy mężczyzna w ogóle dotyka nogami podłogi - to by było zabawne.
~ Pytałeś... Czemu ludzie nie stają się skrytobójcami. Ponieważ nielegalne jest zabijanie ludzi!
Krzyknął. Nie, nie zamierzał się chować, w tm przypadku zabawa z za długimi elementami chowania się, traciła smak. Zwłaszcza, że nie bawili się "do pierwszego trafienia" tylko do "opadnięcia z sił".
~ Gdyby wszyscy byli samozwańczymi ninja i wyrównywali własne rachunki mordując każdego, kto ich zawiódł albo zdradził... mało by nas zostało.
Powoli, na palcach wyszedł z ukrycia, i przywarł plecami do rampy przesuwając się powoli, by zmienić sobie kont spoglądania na mur. Było go słychać to oczywiste, ale nie specjalnie, powoli oddalał się od kryjówki Upadłego.
~ A ja wolę się uczyć. Albo ciskać śnieżkami!
Poszedł pierwszy, ostrzegawczy rzut, po którym śnieżny pocisk świsnął ponad murkiem i wbił w miękki śnieg jak w piankę.
Mężczyzna nie chodził do szkoły? O to dziś przejdzie swój pierwszy chrzest! Śnieżny chrzest z rąk małego cwaniaczka, jaki zaczął przesuwać się w chaotyczny sposób po ich polu walki, przy okazji robiąc sobie dwie śnieżki na podorędziu.
~ Kaboom!
Wyskoczył zza muru, mało nie zaliczając gleby i... nie, moment: zaliczył ją. Na moment, wywrócił się na kolana rozglądając - taki element zaskoczenia. Ale czy mężczyzna nadal am był? Jeśli tak to musiał być przygotowany na otrzymanie serii ze śniegokarabinu!
_________________
 
     
Sahir Nailah 
Niszczyciel Światów


Imię i nazwisko: Wymyślone na poczekaniu - Sahir Nailah.
Rasa i grupa: Nie wygląda na człowieka..? Dziwne...
Wiek: No, powiesz, z 25 lat to ma...
Orientacja: Uhuhu, chciałbyś wiedzieć...
Typ: Przekonaj się, kochany...
Miłość: Wojna
Pan|sługa: Po wieki wieków Pan i sługa Śmierci...
Cyrograf: Kto zechce zawrzeć pakt ze Śmiercią..?
Ekwipunek: Klucze do domu, bordowy różaniec na szyi, a miecz..? Miecz się sam pojawia, jak jest potrzebny.
Obrażenia: Poharatane dłonie
Aktualny ubiór: Czarny swetr w szare pasy, prosty, glany 15-dziurkowe
Fabularnie: Mały Książę
Wiek: 22
Dołączył: 07 Sty 2014
Posty: 38
Wysłany: 2014-01-28, 18:15   

- Rzeczywiście... grożą wam za to kary... - Cicho powiedziałeś na głos do samego siebie, by nie zdradzić swej pozycji, nawet jeśli była ona oczywista. Wam, wam, wam, nie "nam", "my" mogło się teraz prawdopodobnie zamknąć jedynie do Lu, ale sam zauważyłeś, że o tym nie można mówić jako o czymś zdrowym, lotki tych skrzydeł były naprawdę ostre, które cię obejmowały i cóż, że wrogów nie chciał dopuścić, skoro przyjaciele też prawdopodobnie się przez nie nie przedostaną..? Stąpacie tutaj oboje po bardzo grząskim gruncie, z którego teraz oboje czerpiecie korzyści i świetnie się bawicie, pozostając w błogiej nieświadomości tego, co może czaić się na rogu, jeszcze kawałeczek przed wami, ale do którego niewątpliwie prędzej czy później się zbliżycie.
Wysunąłeś się zza muru, kiedy usłyszałeś jego kroki i rzuciłeś w niego śnieżką, tanecznie balansując na krawędziach palców, gdy przesunąłeś się za kolejny murek. Nie, nie trwajmy w bezruchu, tańczmy i cieszmy się każdą chwilą, w której każdy oddech może być tym ostatnim, pozwólmy ponieść samych siebie na skrzydłach wolności, krążyć pośród chmur i udawajmy, że mamy oboje skrzydła – wtedy dopiero będziemy mogli się zabawić...
Przesunąłeś plecami o zimną korę, ledwo ją muskając i płynnie schylając, żeby nabrać w dłoń kolejną porcję śniegu, szybko lepiąc z niej kulkę – ta rzucona przez Małego Księcia rozbiła się na naturalnej tarczy wykorzystania terenu na swoją korzyść – i już zrobiłeś kolejne kroki – tak, to prawda, nie było słychać, jak płyniesz ponad ziemią, ale jednak dotykałeś (może na swoje nieszczęście) tego padołu już dostatecznie mocno, żeby ślad po twojej bytności w postaci odcisków butów pozostał – zresztą teraz na przykład słychać było, jak zachrzęściło to białe podłoże, kiedy się mocniej odbiłeś, by skoczyć na murek – powinien być diabelnie śliski, cóż, nawet się nie zachwiałeś, spoglądając z góry na leżącego na ziemi Lu... Tak, zatrzymałeś się, choć innemu wrogowi już byś wbił nóż w bebechy – tutaj jednak honor nakazywał ci poczekać, aż malec się pozbiera, żeby było sprawiedliwie, chociaż troszeczkę...
- Cokolwiek utrzymuje was z daleka od tej śnieżki musi być bardzo silne... Macie autodestrukcję wpisaną w krew razem z pierwszym sykiem węża w raju. - Odezwał się, podrzucając śnieżkę.
_________________
Wziął sobie do serca kilka pustych słów...
I poczuł się bardzo nieszczęśliwy...





Nie potrafił Go zrozumieć. Nie powinien osądzać Go według słów, lecz według czynów. Zauroczył się widokiem i zapachem. Nie powinien od Niego odchodzić. Powinien wyczuć w Nim czułość skrytą pod maską przebiegłości... Kwiaty kryją w sobie tyle sprzeczności! Lecz był za młody, by móc umieć kochać je prawdziwie...


 
     
Loui 
Komendiant
Mały Książe


Imię i nazwisko: Colette Tomiczny
Rasa i grupa: Człowiek / PS
Wiek: 15 lat
Orientacja: Sapioseksualny
Ekwipunek: Ołówek, zestaw róznokolorowej kredy, mały notatnik, niewielki, własnoręcznie uszyty portfel.
Aktualny ubiór: Av
Fabularnie: Oswaja Lisa
Multikonta: Lucius
Motto: Be careful what you wish for cause you just m
Dołączył: 06 Sty 2014
Posty: 128
Wysłany: 2014-02-01, 11:13   

Ciekawe czy Louiego pod taką opieką można by nazwać 'najbezpieczniejszym człowiekiem na świecie'? Albo z drugiej strony 'człowieka w największym niebezpieczeństwie' zważywszy na to KTO mu towarzyszy. A może jedno i drugie? Ale póki co żył, wiec było dobrze. Nawet żył minutę po rozpoczęciu pojedynku z tą nieziemską istotą. Ba, nawet żył, jak w Jego obecności powinęła mu się noga i wrażliwą twarz przywitała zaspa śniegu. Oba policzki jak na odzew pokryły się jeszcze wyraźniejszym, ceglastym nalotem rumieńca, ale przynajmniej siły bojowe chłopaczka nie umarły! Ba, nawet słysząc głos przeciwnika tuż za plecami nie zlękło się jego trwożne serce. Ale nie oberwał niczym... czemu? W tym pojedynku nie było niemal żadnych zasad. Bez ubytku w honorze mógł dostać salwę w plecy, a gdyby Upadły jeszcze chciał, to mógł zeskoczyć z murku i go natrzeć - wolna Amerykanka.
Ale nie zrobił tego.
Jego strata dobrej okazji!
~ Nie bądź taki pewny siebie.
Zaczął się podnosić powoli na rękach strącając śnieg z twarzy.
~ Utarło się powiedzenie, iż nawet ucięta głowa wilka, jest jeszcze w stanie odgryźć dłoń.
Obrócił się szybko na plecy i cisnął naraz diw śnieżki, z czego jedna rozprysłą się i na kilka setnych sekundy robią niemal za kurtynę. Nie było co leżeć! Lou pozbierał się ze śniegu fikołkiem, jaki wywinął do tyłu - swoja drogą przy okazji zgubił czapkę.
Udało mu się wlecieć za najbliższe drzewo ale dostał w ramię!
I śmiał się. Bardzo głośno się śmiał~
To jest dzieciństwo Abbadonie: zabawa. Bawisz się, kto wie czy nie pierwszy raz w swoim życiu. Czasem Lou myślał, że dorośli nie robili sobie dzieci z samej istoty chęci i powinności przedłużenia gatunku. Oni chcieli je mieć, by móc bezkarnie kupować zabawki. By dorosły facet mógł kupić pod choinkę małą kolejkę. I by zagubiony na swej drodze wędrowiec mógł porzucać się śnieżkami z sierotą - co za spotkanie!
W końcu oboje zaczynali się rozluźniać, salwy śniegowych pocisków nieprzerwanie przecinały powietrze, niektóre trafiały inne nie, niektóre nawet niedolatywały: zwłaszcza te zrobione na szybko przez chłopaka.
Loui kilka razy przeturlał się po ziemi jak prawdziwym, wcześniej wspomniany, ninja i w pewnym momencie nawet wdrapał się na ten nieszczęsny śliski mur i... Nie, nie wywalił się i nic sobie nie złamał - spokojnie. Wpadł na lepszy pomysł.
~ Ataaak!
Abbadon chyba mu pozwolił, ba musiał pozwolić, bo inaczej, jakby nie wyszło chłopak lądując na ziemi zrobiłby sobie krzywdę. A na co pozwolił? Na nagły "całkowicie i niezaprzeczalnie nieoczekiwany" skok na plecy.
_________________
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  


Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 7